Liceum Pedagogiczne w Limanowej (1945 - 1970)
Nad szkolną kroniką
Znaczek Liceum Pedagogicznego
Pochylmy się nad kroniką szkoły, której już nie ma. Jej liczącą ćwierć wieku historię spisano na pokaźnych rozmiarów kartach oprawnych według dobrych zasad introligatorskiej sztuki. Nie rozmiar jednak i nie złoto liter decydują o randze dokumentu. Wartością największą jest ślad wielu osób, których często już pośród nas nie ma, a które z żarliwym sercem, oddaniem i pasją "przyłożyły do budowy parę cegieł" - jak skromnie powiedział dyrektor Antoni Bieda podczas jubileuszowej uroczystości zamykającej działalność limanowskiego Liceum Pedagogicznego.
"Pod koniec stycznia 1945 roku przybył do Limanowej delegat PKWN-u pułkownik Erlich. Podczas zebrania w Miejskiej Radzie Narodowej Antoni Bieda wraz z inspektorem Stanisławem Ceglarzem zwrócili się o zezwolenie na uruchomienie gimnazjum. Wkrótce ogłoszono wpisy, młodzież zgłaszała się masowo. Wypełniono aż 8 oddziałów klasy pierwszej, 3 klasy drugiej, 2 trzeciej, 2 czwartej i 2 pierwszej licealnej. Dzięki uprzejmości kierownika Władysława Olesia uzyskano pomieszczenia w Szkole Podstawowej nr 1. Nauka rozpoczęła się 25 lutego 1945 roku." Taki był początek szkolnictwa średniego w Limanowej. Wspominam o tym, bowiem z tej właśnie szkoły miała się wkrótce wyłonić placówka kształcąca pedagogów.

Ponieważ w budynku Szkoły Podstawowej robiło się ciasno, dyrektor postanowił pozyskać na potrzeby gimnazjum i liceum dawny dom mieszkalny dla robotników rafinerii nafty w Sowlinach. Ówczesny dyrektor rafinerii inż. Józef Florian za symboliczną złotówkę zgodził się wynająć dwa budynki z przeznaczeniem na szkołę i internat. Po remoncie obiektu, 13 czerwca 1945 roku przeprowadzono się z radością i entuzjazmem do własnego budynku, w którym znajdowało się 25 sal lekcyjnych, sala gimnastyczna, świetlica, pomieszczenia administracyjne.

Budynek pierwszego gimnazjum i liceum w Limanowej (stan z roku 1945). Obecnie mieszczą się tu IV Liceum Ogólnokształcące i Medyczne Studium Zawodowe                (fot. z kroniki L.P. w Limanowej)
Antoni Bieda wspominał, że myśl zorganizowania Liceum Pedagogicznego przy gimnazjum zrodziła, się gdy wraz z inspektorem szkolnym Stanisławem Ceglarzem wędrowali pieszo... z Limanowej do Bochni, bo stamtąd mieli nadzieję złapać jakąś okazję do Krakowa. (Tak się wówczas podróżowało!) Propozycję utworzenia placówki mającej kształcić pedagogów przyjęto życzliwie w Wydziale Kształcenia Nauczycieli Kuratorium w Krakowie i 9 kwietnia 1945 roku Kurator Okręgu Szkolnego Krakowskiego Witold Wyspiański podpisał akt następującej treści: "Z uwagi na trudności komunikacyjne i lokalowe, kuratorium zarządza tymczasowe zorganizowanie filii Państwowego Liceum Pedagogicznego Żeńskiego w Nowym Sączu w Limanowej. Prace organizacyjne związane z uruchomieniem filii powierza się ob. Antoniemu Biedzie..."

W zachowanej kronice Liceum Pedagogicznego czytamy: "Podstawa organizacyjna była. Nie było kandydatów. Dyrektor namówił swoją córkę Halinę, uczennicę pierwszej klasy humanistycznej, by zgłosiła się do Liceum. Za jej przykładem poszła cała klasa humanistyczna, trzydziestka dorodnej młodzieży żeńskiej i męskiej. Do Kuratorium poszło sprawozdanie, a w Limanowej rozpoczęło pracę Liceum Pedagogiczne 15 kwietnia 1945 roku." Pierwszy rok szkolny trwał tylko 4 miesiące. Nie było książek, podręczników, pomocy naukowych, było za to dużo entuzjazmu. Zorganizowano orkiestrę, dożywianie, o którym młodzież pisała: "Szmery w sercu, szmery w płucach i szmery w żołądku, / Komitet to likwiduje w odwrotnym porządku."

Przeprowadzka do wyremontowanego budynku 1945.
Na początku następnego roku szkolnego (1945/46) Liceum Pedago-giczne miało już cztery klasy, w których uczniowie przerabiali materiał z dwóch klas gimnazjalnych oraz klasę pierwszą i drugą licealną. Życie było barwne, toczyło się szybko...

Otwarto internat żeński na 50 osób a jego kierowniczką została Eugenia Naturska zwana "Ciocią Osią". Dyrektor Bieda wraz z Wilhelmem Taborem wyruszyli, jak się to wówczas mówiło, "na Zachód" po pomoce naukowe. Przywieźli stamtąd mikroskopy, aparat filmowy, szkło laboratoryjne, odczynniki chemiczne. Uruchomiono czytelnię, która cieszyła się podobno takim powodzeniem, że czytelnicy siedzieli na podłodze, byle tylko móc korzystać z książek. Wystawiano "Dziady", "Balladynę"... Nic dziwnego, że szkoła robiła wrażenie nawet na wizytatorach z ministerstwa.

Po takiej właśnie wizytacji, do Limanowej nadeszło zarządzenie Ministerstwa Oświaty z dnia 17 stycznia 1946 podpisane przez ministra Wycecha, stwierdzające, że "Tworzy się Państwowe Liceum Pedagogiczne w Limanowej. Zarządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia z ważnością od 1 maja 1945 roku". Szkoła zyskała pełną samodzielność w samą porę. 19 i 20 maja 1946 roku odbywała się bowiem pierwsza matura. Nad jej przebiegiem czuwała komisja w składzie: Antoni Bieda (przewodniczący) Stefan Bieda, Józef Bednarz, Maria Ociepka, Jadwiga Żuławska. Warto też chyba wymienić zdających, bo była to pierwsza matura w historii Limanowej. Oto oni: Halina Bieda, Maria Ceglarz, Irena Jarońska, Maria Jasica, Zofia Krzan, Maria Merlet, Mieczysława Mikuła, Krystyna Najwer, Halina Skoczeń, Jadwiga Sułkowska, Barbara Szwabe, Władysława Tomasik, Tadeusz Budacz, Mieczysław Kaleta, Mieczysław Jasica, Władysław Lechowicz, Jan Seruga, Adam Wojs i Janina Kulińska. Razem 19 osób.

Egzamin dojrzałości w 1949 roku.
W tym też czasie rozszerzono działalność Liceum tworząc Komisję Rejonową do kształcenia niewykwalifi-kowanych nauczycieli, którzy przyjeżdżali na sesje dwa razy w roku, a na konsultacje co miesiąc. Podobną działalność prowadzono i później organizując w roku szkolnym 1948/49 wyższy kurs nauczycielski z przyrody i geografii dla powiatów: limanowskiego i nowosądeckiego. W roku 1946 dyrekcja zawarła dziesięcioletnią umowę z gminą Limanowa na wynajem budynku dla własnej Szkoły Ćwiczeń, której kierownikiem został Franciszek Skoczeń. Pięciolecie szkoły (w roku szkolnym 1949/50 uczczono oddaniem do użytku radiowęzła szkolnego. Zaczęły się wyjazdy do Przesieki, gdzie znany krakowski działacz harcerski dr Władysław Szczygieł zorganizował ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy "Grażyna".

Z czasem zaczęto myśleć o budowie nowego internatu. Pierwszy projekt inż. Fedaka z krakowskiego "Miastoprojektu" przygotowany w roku szkolnym 1951/52 został odrzucony przez władze oświatowe; wydawał się zapewne zbyt bogaty, bo projektant przewidział w nim salę gimnastyczną i teatralną. Potem budowa napotykała na liczne trudności (najczęąciej wynikające z braku materiałów budowlanych). Kierownictwo internatu objęło budynek w swoje posiadanie w dniu 1 września 1953 roku, ale uczniowie wprowadzili się do pokoi jesienią 1954 roku, mimo, że nie wykończono jeszcze centralnego ogrzewania. Był to jeden z pierwszych internatów w województwie. Przeniesiono do niego bibliotekę, pracownię biologiczną, klasy pierwsze i drugie oraz lekcje wychowania muzycznego.

Warto tutaj przypomnieć, że kierownikiem internatu w latch 1946-1955 był Stefan Bieda (wtedy bursa mieściła się w budynku przy ul. W.Witosa, w którym dziś znajduje się apteka) Z chwilą przeprowadzki internatu do nowego budynku jego kierownikiem został Piotr Orzechowski.

Budowa nowego internatu
W 1964 roku zanotowano, że z internatu korzystało 214 osób (w tym 47 chłopców) - jak widać zawód pedagoga zawsze był sfemi-nizowany. Obiekt wykorzystywano bardzo intensywnie. Do roku 1964 przewinęło się przezeń 1300 miesz-kańców oraz 840 nauczycieli uczestniczących w różnego rodzaju kursach, 1300 dzieci korzystających z kolonii letnich i 1120 uczestników zimowisk.

Na kartach kroniki z początku lat pięćdziesiątych można odnaleźć polityczną atmosferę lat tamtego okresu. Zachowane zdjęcia świadczą o tym, że na pochodach pierwszomajowych obok tradycyjnych uczniowskich mundurków z marynarskim kołnierzem zaczęły się pojawiać coraz liczniejsze kolumny w strojach ZMP-owskich, uczniowie wykonywali wielkie kukły "wrogów socjalizmu", a w kronice zapisano: "Wprowadzono do szkoły nowy czynnik: organizatora ZMP, którego zadaniem miała być praca ideowo-polityczna z młodzieżą. Ponieważ nie określono dokładnie jego funkcji, organizator uważał się za zastępcę dyrektora do spraw wychowania. Zaczęły się czasy pajdokracji".(rok 1951/52)(...) "Przygotowano się do zeświecczenia szkoły ćwiczeń. Sprawa była trudna. Część rodziców zgodziła się posyłać dzieci do szkoły świeckiej. Dla reszty zorganizowano osobną szkołę w budynku gimnazjum w salach zajmowanych dotychczas przez LP". Pojawiły się pikiety rodziców, w klasach było po kilkoro dzieci...

Zmiany przynosi dopiero rok 1956. W kronice zapisano je lakonicznie: "Na terenie szkoły przestaje działać ZMP, a kierownictwo harcerstwa usiłuje nadać mu przedwojenny charakter. Do szkoły wrócił katecheta". W tym czasie są i inne zmiany: "Ministerstwo Oświaty przedłużyło naukę o jeden rok. Matury w tym roku nie będzie." Według kronikarza, echa wydarzeń politycznych dawały o sobie znać jeszcze po roku: "Młodzież zdemobilizowana zachwianiem się dyscypliny w październiku 1956 roku nie przykłada się do pracy. Nic więc dziwnego, że (...) nikt przy maturze nie uzyskuje oceny bardzo dobrej."

To była szkoła zawsze pełna niezwykłych przedsięwzięć, zrodzonych z autentycznej pasji pedagogów. Oto kilka wybranych przykładów.

W roku szkolnym 1946/47 uczący rysunków Tadeusz Ociepka nawiązał kontakt z legendarnym i sędziwym już wówczas aktorem Ludwikiem Solskim, który przyjął protektorat nad licealną sceną. W kronice zachowały się zdjęcia namalowanych przez Ociepkę portretów aktora, na których on sam złożył autografy. W rok później na tej scenie uczniowie wystawili "Zaczarowane koło" Lucjana Rydla.

Na spotkania z młodzieżą przyjeżdżał pierwszy garnitur ówczesnych pisarzy: Janusz Meissner, Jalu Kurek, Jan Wiktor, Wojciech Żukrowski. Szkoła miała swoją orkiestrę dętą reaktywowaną w roku 1959 i prowadzoną przez prof. Mieczysława Mordarskiego. Instrumenty muzyczne ufundowało Kuratorium wykupując je od rady zakładowej ZPOW Tymbark.

Powołano do życia harcerską drużynę motorową. Jej członkowie (i nie tylko) dosiadali popularnej w tamtych latach WFM-ki i pracowicie kręcili ósemki na boisku pod internatem przygotowując się do zdobycia motocyklowego prawa jazdy. Przyszli pedagodzy mieli także możliwość uczenia się modnego wówczas języka esperanto i stenografii.

Zajęcie modelarskie na obozie harcerskim w Krakowie.
W latach 1960-61 Stefan Bieda organizował rewelacyjne obozy harcer-skie w ... Krakowie i na Śląsku - niedościgniony do dziś wzór placówki wypoczynkowo-szkoleniowej wykorzystującej walory dużego miasta. Uczestnicy tych obozów korzystali z ciemni fotograficznej, uczyli się krótko-falarstwa, poznawali tajniki modelar-stwa lotniczego, filmu amatorskiego, uczyli się pływania, ćwiczyli judo. Szlifowali umiejętność tańca towa-rzyskiego pod kierunkiem legendarnego prof. Wieczystego, zwiedzali zabytki, byli częstymi gośćmi w teatrze i operze, poznawali pracę drukarzy i górników. Co ciekawe, władze oświatowe nie patrzyły na tę inicjatywę łaskawym okiem. Warto też przypomnieć organizowane przez Władysława Wietrznego obozy WF na Lubogoszczy... Potem już chyba żadna szkoła, aż po dzień dzisiejszy, nie stworzyła swoim wychowankom tak szerokich możliwości rozwoju zainteresowań, poznawania kraju i zdobywania konkretnych umiejętności.

Początek lat sześćdziesiątych to także rozkwit harcerstwa, którym opiekował się w tym czasie Stefan Bieda. O Szczepie przy LP głośno było daleko poza Limanową, pisał o nim harcerski tygodnik "Na przełaj", wizytowała go naczelniczka ZHP Zofia Zakrzewska. W ramach akcji "Roztoki" i "Spisz" harcerki podjęły pracę u podstaw prowadząc dziecińce wiejskie i zapoznając mieszkańców przewidzianych do elektryfikacji wsi z urządzeniami elektrycznymi.

Jakość szła w parze z ilością. W roku szkolnym 1964/65 Liceum Pedagogiczne miało najwięcej uczniów. W 10 oddziałach uczyło się 423 dziewcząt i chłopców. Trwały przygotowania do obchodów dwudziestolecia szkoły.

W roku 1960 nad limanowskim Liceum Pedagogicznym zaczęły gromadzić się chmury. Ministerstwo zapowiadało stopniową likwidację szkół tego typu i tworzenie Studiów Nauczycielskich. W Limanowej proces ten rozpoczął się w roku szkolnym 1965/66 kiedy to zaprzestano przyjmowania uczniów do klasy I. Mimo to w szkole panowała, jak dotąd, twórcza atmosfera. Nauczyciele wraz z uczniami postanowili wystawić własną komedię muzyczną zatytułowaną "Góral z importu": autorem libretta był Władysław Biernacki, muzykę skomponował Henryk Pasoń, a dekoracje malował niezmordowany Stefan Bieda. Premiera miała miejsce 2 maja 1967 roku, podczas Dni Oświaty, Książki i Prasy. Powodzenie tego przedsięwzięcia sprawiło, że potem wystawiona zostaje jeszcze jedna operetka - "Ruchome schody".

W roku 1967, po połączeniu dwóch działających w Sowlinach szkół podstawowych, Liceum Pedagogiczne wprowadza się do odzyskanego, pierwotnego budynku, w którym po wojnie mieściło się gimnazjum (przez wiele lat korzystało z niego Liceum Ogólnokształcące, teraz działające już w nowym budynku). Dzięki temu i Szkoła Podstawowa nr 2 i Liceum uzyskują lepsze warunki do pracy. Jeszcze tworzone są klasy dla wychowawczyń przedszkoli (pierwszy nabór w roku 1970), ale historia wspaniałego, zasłużonego liceum zmierza już ku końcowi. W kronice pod datą 1969/1970 zapisano: "To już ostatni rok Liceum Pedagogicznego, tylko dwa oddzialy klasy V, tylko 70 młodzieży. To srebrny jubileusz szkoły"... W tym stwierdzeniu zdaje się pobrzmiewać nutka goryczy... A w kilka miesięcy później najkrótsza próba posumowania: "W ciągu 25 lat do Liceum uczęszczało 1949 młodzieży, egzamin dojrzałości zdało 1313 osób". Dowiadujemy się jeszcze, że uczniowie LP rekrutowali się z 20 powiatów, 99 miejscowości i 4 województw.

Kronika, z której korzystałem doprowadzona została do czerwca roku 1970. Nie był to jednak ostateczny koniec tej szkoły. Za kontynuację Licerum Pedagogicznego można uznać Liceum Pedagogiczne dla Wychowawczyń Przedszkoli działające od roku 1970. Ostatnie absolwentki opuściły mury tej szkoły w roku szkolnym 1975/76. Od roku 1972 szkołą tą kierowała Maria Daniel - obecnie dyrektor Medycznego Studium Zawodowego i IV Liceum Ogólnokształcącego

Na podstawie kroniki Liceum Pedagogicznego w Limanowej tekst opracował Jerzy Bogacz.
Zdjęcia pochodzą z kroniki LP.

Artykuł ukazał się w numerze 2 - jesiennym z roku 2000 na stronie 4