Jarosław Czaja
Gioconda z Przyszowej
rys. Jarosław Czaja
"Czy wie Przyszowa
  że się w niej
  Słowian Gioconda
  chowa"
Niedawno zmarły poeta Jerzy Harasymowicz zamieścił w tomiku "Madonny Polskie" wiersz zatytułowany "Madonna z Przyszowej". Wielce wymowne określenie "Słowian Gio-conda" powtarza się w nim dwa razy, jakby autor specjalnie chciał to porównanie do dzieła Leonarda podkreślić. Rzeczywiście, czy wie Przyszowa...?
Wieś położona jest nieopodal ruchliwej trasy z Limanowej przez Wysokie do Nowego Sącza i ostatnio często gości na łamach kolorowej prasy krajowej za sprawą mieszkającego tutaj, bodaj najbardziej znanego reżysera teatralnego młodego pokolenia - Grzegorza Jarzyny (który nota bene trafił do podręczników gimnazjalnych). Przyszowskie osiedla i przysiółki są malowniczo porozrzucane u podnóża Łyżki (807 m) i Piekła (777 m). Na tej pierwszej górze znajdują się resztki wczesnośredniowiecznego grodu, a władali nim protoplaści znacznego niegdyś rodu Wierzbiętów. Pierwsza wzmianka historyczna pochodzi z roku 1326, ale parafia jest dużo starsza. W XVI wieku miejscowa szlachta przeszła na arianizm. W wieku następnym sławę u boku Stefana Czarnieckiego zdobył jeden z właścicieli Przyszowej - Krzysztof Dunin Wąsowicz. Były też tutaj aż cztery dworki, ale do dzisiaj zachował się tylko jeden, z XVIII wieku - należący do rodziny Żuk-Skarszewskich.

W środku wsi, nad rzeką Słomką stoi neogotycki kościół parafialny wybudowany niecałe 100 lat temu, na miejscu poprzedniego. W prawym transepcie znajduje się barokowy ołtarz, a w nim mała, drewniana figurka.

"W maliniaku nieba
  czerwonym
  tyś najpiękniejsza
  Madonna z Przyszowej"
Podchodząc bliżej do niepozornej rzeźby można łatwo przekonać się, że poeta ma rację. To, co od razu budzi w nas zachwyt, to właśnie ów tajemniczy uśmiech Madonny, doprawdy leonardowski, w stosunku jednak do dzieła malarza - prekursorski. Wyjaśnić trzeba od razu, że to co widzimy, nie jest oryginalną rzeźbą (bowiem ta znajduje się w Muzeum Diecezjalnym w Tarnowie), ale wierną kopią. W dodatku Madonna zagościła na ołtarzu stosunkowo niedawno, bowiem od wieków parafianie używali jej jako feretronu, nie obchodząc się, niestety, z zabytkiem zbyt delikatnie. O jej prawdziwym odkryciu zadecydował przypadek. W 1956 roku figurka została wypożyczona na wystawę Maryjną do Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie. Była wówczas feretronem, ubrana w sukienki, tiule i odpowiedni "makijaż". Kiedy powędrowała niedługo potem - już bez maskującego przyodziewku - do konserwacji, zadecydowano wobec niespodziewanego odkrycia jej niezwykłych walorów, że nie powróci już do parafii, ale ozdobi kolekcję muzealną. Na jej miejsce sporządzono w latach 1959 - 1960, kopię, Jest ona również na swój sposób cenna, bowiem jej temperową polichromię wykonała sławna sądecka malarka Maria Ritter!

"Zapisuję w księdze
  Twoje przegięcia piękne"
Na przełomie XIV i XV wieku w rzeźbie ukształtował się tak zwany styl "piękny". Charakteryzował się dążeniem do jak najdoskonalszego przedstawiania urody kobiecej, kruchej, wykwintnej i delikatnej. Draperie szat stały się obfite i zróżnicowane. Postacie ożywiał związek uczuciowy między Marią, a trzymanym na jej ręku usmiechniętym dzieciątkiem. Madonny stoją w kontapoście, to znaczy przyjmują pozę typową dla gotyku, zbliżoną do litery S. Najsłynniejszą rzeźbą tego typu jest Madonna z Krużlowej, którą zobaczyć można w Muzeum Szołajskich w Krakowie.

"Powiedział taki jeden
  - na makowych pączkach buzia
  w podkarpackim stylu Rózia"
Madonna z Przyszowej jest wczesnogotycką rzeźbą z drewna lipowego. Powstała między rokiem 1340 - jak chce tego autor tabliczki w Muzeum W Tarnowie - a rokiem 1400 - jak dowodzi Lucyna Szadkowska w swojej pracy magisterskiej obronionej na KUL-u w 1973 roku. Jedno jest pewne. Rzeźba wywodzi się z ówczesnego środowiska spisko-sądeckiego - drugiego obok krakowskiego, największego w Małopolsce. Poprzez specyficzne rysy Marii odwołujące się do miejscowej, ludowej urody dziewcząt, różni się od "dworskiego" typu wspomnianej Madonny z Krużlowej. Nie znaczy to wcale, że jest gorsza. Przeciwnie - to właśnie czyni ją wyjątkową na tle całego stylu "pięknych Madonn". Tę swojską cechę urody znakomicie uchwycił w swym wierszu Harasymowicz:

"I szczególnie podkreśliła
  że Jej się święta głowa
  zmyła
  suknia całkiem - jak nowa
  i błękitny na niej
  pogodny sztajer"
Kiedy pewnego dnia, siedząc w półmroku kościoła, usiłowałem z niemałym trudem uchwycić na papierze ulotną urodę rysów Madonny, dotarł do mojej świadomości fakt, że twórca tego dzieła, nie znany z nazwiska ani imienia, żył jeszcze w czasach kiedy jego praca równała się niemal w statusie społecznym z pracą krawca lub szewca! Nie mógł się uważać za artystę w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, dlatego też pozostał anonimowy. Przy okazji można się zadumać nad przemijalnością tego świata i trwałością, mimo wszystko, pewnych kanonów piękna.

W samym kościele parafialnym należy się jeszcze zatrzymać przy dwóch innych ołtarzach. Zjadują się w nich stare, łaskami słynące obrazy: Przemienienia Pańskiego i niedawno wspaniale odnowiony - Matka Boża - Wspomożenie Wiernych.

Chciałbym podziękować ks. proboszczowi Marianowi Koterbie za życzliwe i cenne wskazówki udzielone mi przy opracowaniu niniejszego tematu.

Artykuł ukazał się w numerze 3 - zimowym z roku 2001 na stronie 17