Nie pierwszy raz się zdarza, że jakąś miejscowość czy region rozsławia człowiek przybyły z innych stron, powiedzielibyśmy - obcy, ale przez to właśnie dzieło staje się nie tylko "tutejszy" lecz i może być nazwany "odkrywcą". Tak też było ze Śnieżnicą, która w okresie międzywojennym stała się słynna w całej Polsce wśród młodzieży, w kręgach szkolnych, wychowawczych i kościelnych.

Ks. Jan Zając
Ks. Józef Winkowski - 'odkrywca' Śnieżnicy
"Bóg dał cudowny dzień. Naprawdę wymarzony dzionek złotej, polskiej jesieni, pełen błękitu i złota... W promieniach wrześniowego słońca cały świat górski zdał się jednym uśmiechem przyrody, tak pięknej, że aż zdumiewającej... Gdzież wiodła nas droga? Ku Mszanie Dolnej, rozkosznie położonej u stóp Strzebla, w gościnne progi probostwa, którego przezacny gospodarz, ks. kanonik Stabrawa uwiadomiony telegraficznie gotów był czas swój i trud poświęcić nam dla owej wielkiej Sprawy. A sprawą tą - to przyszła letnia kolonja sodalicyj naszych. (...) Po kilku kilometrach doskonałego, sądeckiego gościńca stajemy i już piechotą ostro pod górę idziemy zwiedzać przyszłe nasze tereny. To urocza, jak z rajskiego gdzieś świata Śnieżnica!"

Relację tę odnajdujemy w grudniowym numerze miesięcznika "Pod znakiem Marji" z 1927 roku. Autorem jest samże wydawca tego miesięcznika i założyciel wspomnianej Sodalicji Mariańskiej dla młodzieży szkolnej - ks. Józef Winkowski. Ma wtedy 39 lat, pracuje jako katecheta gimnazjalny w Zakopanem już od 13 lat. Od tej jesiennej wycieczki - wizyty na Śnieżnicy zaczęło się wielkie dzieło budowy i organizowania kolonii letniej na tej pięknej górze Beskidu Wyspowego. To jego dzieło w nieco zmienionej formie trwa do dziś (patrz nr 1 "Almanachu") a w tym roku obchodzimy 50-lecie śmierci ks. Józefa Winkowskiego. Warto więc przybliżyć sylwetkę tego niezwykłego człowieka, który swym zapałem i pracowitością szeroko rozsławił Śnieżnicę i uprzystępnił ją szerokim rzeszom młodzieży w tamtym czasie, gdy turystyka górska była czymś rzadkim i elitarnym.

Ks J. Winkowski urodził się w 1888 roku, ojciec jego był profesorem gimnazjum najpierw w Rzeszowie, potem w Krakowie, a przez kilka lat także i w Cieszynie. Środowisko krakowskie, a przede wszystkim patriotyczna i religijna atmosfera domu wywarły wielki, decydujący wpływ na postawę przyszłego kapłana - wychowawcy młodzieży.

Według planów ojca Józef powinien zostać nauczycielem, co zupełnie mu przecież nie odpowiadało. Miał jednak tak wielki szacunek dla ojcowskiego autorytetu, że na razie nie próbował się sprzeciwiać i dopiero w czasie studiów polonistycznych, które zresztą ukończył, wyjawił swoje zamiary i otrzymał ojcowskie przyzwolenie na wstąpienie do seminarium duchownego. W roku 1914 został wyświęcony na kapłana i zaraz wyjechał do Zakopanego, by wykorzystać wakacje dla podreperowania zdrowia. Tu jednak zastał go wybuch I wojny swiatowej i pozostał w zakopiańskiej parafii jako katecheta gimnazjum. Tak w dość nieoczekiwany sposób zaczęła się wielka i wszechstronna praca duszpasterska ks. Józefa w śodowisku zakopiańskim, w parafii św. Rodziny. Niedługo praca ta miała objąć cały kraj, gdy tylko zakończyła się wojna z pomyślnym dla Polski wynikiem.

Odzyskanie niepodleglości w roku 1918 otworzyło szerokie możliwości działania. W 1919 roku zostaje w Krakowie zarejestrowany Ogólnopolski Związek Sodalicyj Mariańskich Uczniów Szkół Średnich, a ks. Winkowski zostaje jego prezesem. Wkrótce zaczyna on wydawać w Zakopanem miesięcznik dla członków Sodalicji pt. "Pod znakiem Marji". Pismo to rozwija się szybko, jak również i sam Związek, i w ostatnich latach przed wojną osiąga ponad 12 tys. nakładu, a Sodalicja uczniów i uczennic szkół średnich liczy łącznie ponad 30 tysiecy młodzieży w całej Polsce. Związek był bardzo żywotny, jego działalność opierała się na oddziałach parafialnych regularnie zbierających się celem pogłębienia życia religijnego i patriotycznego oraz działalności społecznej, ze szczególnym uwzględnieniem pomocy misjom. Niemała też była aktywność w dziedzinie kultury i turystyki rozumianej jako krajoznawstwo!

Książę metropolita krakowski dr Adam Sapieha na szczycie Śnieżnicy (1600 m) w czasie wizytacji kanonicznej dekanatu mszańskiego 30 maja 1930r.
Ks. Winkowski miał na bieżąco doskonały obraz stanu młodzieży, także dobrze znał sytuację pod względem zdrowotnym. Wspomina o tym, uzasa-dniając potrzebę kolonii na Śnieżnicy: "Na kartach miesięcznika sodali-cyjnego miesiąc za miesiącem i rok za rokiem znaczyliśmy czarne, posępne krzyże nekrologów naszych najlepszych, ukochanych chłopaków, których zmogła gruźlica, wycieńcze-nie i bieda w ojcowskiej lepiance czy wielkomiejskiej suterynie. I sodalicja marjańska rzucała hasło kolonji letniej, hasło słońca, powietrza i lasu, i gór, i wody przeczystej." Tak właśnie doszło do powstania jedynego w swoim rodzaju ośrodka służącego przede wszystkim jako miejsce prawdziwego wypoczynku dla ciała i dla ducha - ośrodka położonego w górach i - co ciekawe - nie w bliskich Zakopanego Tatrach czy na Podhalu, ale właśnie w naszym rejonie, w Beskidzie Wyspowym.

Przez Śnieżnicę przeszło ponad pół tysiąca chłopców, korzystających z miesięcznego wakacyjnego pobytu, nie mówiąc o krótszych okazyjnych odwiedzinach, wycieczkach czy kursach. Ks.prezes wykorzystuje różne okazje, by nawiązać kontakty z podobnymi organizacjami w Austrii, Niemczech i na Węgrzech. Za swoją działalność w roku 1937 zostaje odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Wydaje kilka liczących się dziś książek o tematyce wychowawczej: Praktyczny podręcznik duszpasterstwa w szkole średniej, Zarysy etyki i ascetyki katolickiej, Ogniwo i gniazdo - rozważania o rodzinie i wychowaniu i inne.

Wojna, niestety, prawie zupełnie kładzie kres bogatej działalnosci. Nie tylko istnienie sodalicji, wydawanie miesięcznika czy publikowanie rozpraw teologicznych ale i regularne Msze św. i kazania w starym kościółku w Zakopanem nie są możliwe. Boleje nad tym wszystkim, nad sytuacją Ojczyzny i losem swoich wychowanków i po cichu robi co może, zwłaszcza utrzymuje induwidualne kontakty, uczy po kryjomu i jest do dyspozycji parafii ze swoją kapłańską posługą. Niestety, jego stan zdrowia pogrsza się. W roku 1947 dochodzi do amputacji nogi.

Po wojnie, choć nie od razu, maleją i nikną możliwości jego działania. Kolonia na Śnieżnicy zostaje okresowo oddana organizacji YMCA (Stowarzyszenie Męskiej Młodzieży Chrześcijańskiej), która już w 1925 roku miała swój ośrodek szkoleniowy na Lubogoszczy w Kasince Małej. Las też zostaje zabrany przez państwo, a Sodalicja niebawem zdelegalizowana, jak wszystkie organizacje nie socjalistyczne. Wszystko to wraz z dolegliwościami fizycznymi, które wytrwale znosi, prawie w samotności, ponieważ przez ostatnie lata prawie nie wychodzi z mieszkania na pierwszym piętrze willi "Jarosta" przy ul. Nowotarskiej, niedaleko kościoła. Tam w pokoiku zamienionym na kaplicę odprawia Msze św., tam odwiedzają go najwierniejsi nieliczni przyjaciele, tam dużo czasu poświęca na pisanie, porządkowanie swojego dorobku i tam umiera 8 czerwca 1951 roku. Pogrzeb jego, mimo trudnych, stalinowskich czasów, gromadzi rzesze ludzi, ale pamięć o tym wielkim wychowawcy, niestety, powoli z latami blaknie. Postać ks. Winkowskiego uległaby zapomnieniu, gdyby nie sporadyczne wspomnienia i publikacje ludzi, którzy pamiętają swego katechetę i wychowawcę. Na szczęście ostatnio na uczelniach - i to nie tylko katolickich - pojawiają się opracowania naukowe na temat ks. Winkowskiego, sodalicji, a nawet samej kolonii na Śnieżnicy.

Moim zdaniem niewątpliwie do tej dość groźnej amnezji przyczyniły się trudne czasy terroru stalinowskiego, przypadające na koniec jego życia i lata po śmierci, a więc na czas, kiedy zwykle dokumentuje się i utrwala czyjś dorobek. Nie bez znaczenia było także niełatwe, skomplikowane środowisko zakopiańskie, w którym, choć zasłużony, ks. Winkowski nie cieszy się taką pamięcią, na jaką niewątpliwie zasłużył! Może ten rok Jego jubileuszu oraz Jego dzieło na Śnieżnicy, powracające powoli do dawnej świetności, choć w małej części przyczynią się do oddania sprawiedliwości tej pięknej historii.

Artykuł ukazał się w numerze 4 - wiosennym z roku 2001 na stronie 28