Jerzy Bogacz
Magiczna góra Kostrza
Rys. Wojciech Górka
Kostrzo! Matko naszej gady! Wszystko się do Ciebie schodzi. Jak bieda, jak głodne to do Ciebie ciągnie, bo tu ma spichlerz pełny i tu ma spokój. Wszystko Cię lubi (...) i lis ma co łapać i na stół dasz mięsiwa i wody masz różne, bardzo zimne, siarczyste (...) i margle z których stale woda wapienna spływa, i strumyczki opasane kwiatami, i żabie oczka, i kaczeńce. Kostrza to marzenie!

Tak o Kostrzy pisał w swych wspomnieniach Józef Kolarczyk (1898 - 1980). Zapełniony przez niego skromny, szkolny brulion jest dziś nie tylko źródłem bezcennych informacji i barwnym obrazem myśliwskich obyczajów, ale także osobliwym i pięknym świadectwem ukochania stron rodzinnych. W tych opowieściach i zwierzeniach odnaleźć można iście renesansowe uwielbienie przyrody, niczym w Rejowskim "Żywocie człowieka poczciwego".

Rodzinę Kolarczyków, którzy od pokoleń mieszkają we wsi Kostrza - u stóp góry o tej samej nazwie - łączą z tym zakątkiem związki doprawdy niezwykłe. We wspomnianym pamiętniku zostały one zapisane w jednym zdaniu: "Rok 1842 - 1949 zaślubiny z Jodłownikiem i Kostrzą dziadka Michała Piastusińskiego razem służby: dziadek, ojciec i ja - 124 lata". Chodzi oczywiście o służbę w dobrach Romerów osiadłych w niedalekim Jodłowniku. Nawet kiedy dziedziców wygnano po ostatniej wojnie z majątku, służba trwała nadal. Przy lesie. Przy Kostrzy.

Nad kostrzańskimi lasami już w połowie XIX wieku sprawował pieczę pradziadek Tadeusza Kolarczyka - Michał Piastusiński (1820 - 1889). Funkcję tę przejął po nim syn - Jan Kolarczyk (1865-1953), zarządzający w dobrach Romerów także folwarkiem Lipie, a dzieje leśnej dynastii Kolarczyków starał się spisać Józef Kolarczyk. Jego pamiętnik udostępnił mi syn - Tadeusz Kolarczyk mieszkający i gospodarujący dziś w rodzinnym domu u stóp Kostrzy. Do zapisków tych, nigdzie dotąd nie publikowanych, powracać będziemy, wędrując kostrzańskimi ścieżkami przez lasy i przez czas miniony.

Góra

"Kostrza - pierwsza góra od Krakowa w kierunku wschodnim. Przed nią ku Krakowowi pagórki: Lasocice, Słupia, Lubomierz, Łazany, Biskupice, a ku Bochni: Szyk, Tarnawa, Wieruszyce, Dąbrowica, Sobolów, Pogwizdów. Wprost na północ Grodkowice, Brzezie i inne. W ładny czas widać Kostrzę z Kopca Kościuszki, choć to czterdzieści lub więcej kilometrów". Wiążąc górę niewidzialną nicią z królewskim miastem Krakowem, Józef Kolarczyk przydawał jej godności i splendoru.

Dla mieszkańców okolicznych wsi jest miejscem niby zwykłym, a przecież otoczonym swoistym szacunkiem. Mówią tutaj, że idą "do Kostrzy" lub "w Kostrzę" bo najważniejsza jest dla nich istota góry - las, jego dobra i skarby. Tylko przybysze ze świata i turyści mawiają, że idą "na Kostrzę", bo dla nich celem jest wdrapanie się na szczyt. Tak to w skromnych przyimkach wyraża się sposób traktowania przyrody i swoista filozofia ukazująca stosunki pomiędzy człowiekiem a górą.

Dariusz Gacek, wiodący turystów szlakami Beskidu Wyspowego, zauważa, że wyróżnia się ona "charakterystyczną "wyspową" sylwetką i okazale prezentuje się od strony północnej, bowiem dominuje w okolicznym pogórzańskim krajobrazie" zaś Andrzej Matuszczyk w swoim przewodniku po Beskidzie Wyspowym, nazwanym w podtytule "ziemią wciąż obiecaną", pisze o Kostrzy, iż jest to "wybitne wzniesienie na północny zachód od Tymbarku, a na wschód od wioski o tej samej nazwie" i dodaje: "Zalesiony trapez dominuje w krajobrazie okolicy..."

Ten charakterystyczny kształt góry musiał od wieków zwracać na nią uwagę i przydawać jej niezwykłości. Tym bardziej, że boki trapezu są bardzo nierówne. W kierunku wsi Kostrza grzbiet opada łagodnie, a od strony Rupniowa urywa się nagle nienaturalną stromizną. Styr - to intrygująca nazwa tego urwistego, północnego zbocza.

Dodać wypada, że Kostrza z każdej strony wygląda inaczej. Oto jak pisał o tym Józef Kolarczyk: "Popatrzysz od północy - karp leży na półmisku; spojrzysz od wschodu - kopa szpiczasta; od południa - morze lasów pofałdowane, rozwleczone, niebystre".

Pochodząca spod Kostrzy artystka Elżbieta Zając-Zbrożek wspomina, iż ilekroć podczas studiów w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych wracała do rodzinnego Szyku, widoczna już od Gdowa "domowa góra", przypominała jej sylwetkę drzemiącego wieloryba.

Nazwa góry, której szczyt wznosi się na 730 metrów ponad poziom morza, wywodzi się najprawdopodobniej od słów "kostra, kostrze" - paździerze lub "kostrzewić" - mierzwić, choć dość trudno dociec, dlaczego te właśnie znaczenia nasi przodkowie skojarzyli z górą. Być może w nazwie góry pobrzmiewa echo wyrazu "kostropaty" - szorstki, chropawy, nierówny. Wszak taka właśnie jest kamienista Kostrza.

Ci, których urzekły stare legendy, nieśmiało zwracają uwagę na fonetyczne podobieństwo nazwy Kostrza i łacińskiego słowa castrum (twierdza, zamek, obóz obronny), ale domysły te nie znajdują naukowego potwierdzenia.

Czas

Wokół Kostrzy, w dolinach i na łagodnych zboczach rozsiadły się miejscowości w powiecie limanowskim najstarsze. O niedalekim przecież Szczyrzycu limanowski historyk Adam Wojs pisał. iż "...jest prastary. Jego początki gubią się w pomroce dziejów, tak samo jak początki Krakowa czy Sącza. O starożytności tej osady świadczy pobliskie grodzisko (...) ("castrum de Cirich"-1270). Gród ten położony nad Stradomką (...) istniał już w czasach kultury łużyckiej i osadnictwa celtyckiego", a więc wiele wieków przed nasza erą. Pierwsze wzmianki o Jodłowniku i wsi Kostrza pochodzą z roku 1361. Parafia w Gó-rze św. Jana powstała w XII wieku, a w roku 1416 król Władysław Jagiełło nadał tej wsi, niewykorzystany później, przywilej lokacyjny. Początek parafii w Szyku datuje się na połowę XIV wieku. To samo można powiedzieć o Wilkowisku, ale ustna tradycja głosi, iż początki osadnictwa na tym terenie sięgają czasów chrztu Polski, kiedy to podobno pogański dąb przycięto w kształt krzyża. Do dziś mieszkańcy tych okolic wskazują szlak, którym jakoby wędrował święty Wojciech.

Czym była Kostrza dla osadników zakładających tu swe siedziby przed wieloma wiekami, może przed tysiącem lat? Terenem polowań? Świętą górą? Miejscem obronnym? Wielowiekowa znajomość ludzi z górą, a także jej znaczenie w krajobrazie i miejscowej gospodarce, sprawiły, że Kostrza zawsze miała swe tajemnice, a wielu z nich zapewne do dzisiaj nie zdradziła.

Nic więc dziwnego, że swojej, napisanej gwarą, książce "Pomiędzy Cietniem, a Kostrzą" Kazimierz Piwowarczyk pisze: "Jakby tak trőchy pőśturać na tym Styrze, tő mőze by sie cőwiek cegő dőgrzeboł... Skarbów by cheba nie znalos, ale by sie wiedziało cő i jak". Choć we wszystkich dostępnych publikacjach mowa jest o tym, że na Kostrzy badań archeologicznych nie prowadzono, okazało się, że ktoś tam jednak nieco "pőśturoł".

Wspomniany już Adam Wojs opowiedział mi niedawno, że w latach sześćdziesiątych był świadkiem, jak Adam Żaki - znany archeolog, szef Karpackiej Ekspedycji Archeologicznej próbował osobiście kopać na Kostrzy w kilku miejscach, sprawdzając, czy warto w tym miejscu podjąć bardziej szczegółowe badania. Podczas wszystkich prób natrafiano podobno na tak zwany "calec" - grunt w którym nie udało się odnaleźć żadnych śladów ludzkiej działalności.

Według ustnej tradycji było jednak inaczej. Powtarzana z pokolenia na pokolenie legenda mówi, że na szczycie góry istniała niegdyś jakaś osada czy budowla. Wyobraźnia podpowiada, iż mogła ona stanowić spójny system obronny z niedalekim grodziskiem szczyrzyckim. Byłaby zresztą między nimi bezpośrednia widzialność.

Pamiętać trzeba, że legendy nie zawsze mówią prawdę. Jeśli się im jednak nie uwierzy, to jak wytłumaczyć bliską szczytowi góry nazwę "Piwniczyska"? Czy można wiązać ją z istniejącym tu ponoć niegdyś baśniowo - legendarnym grodziskiem? Jego koniec miał jakoby nastąpić w dniu wielkiego kataklizmu, w wyniku którego część Kostrzy runęła, załamując regularną do tego czasu sylwetkę górskiego grzbietu? Kiedy to się zdarzyło? Podobne pytanie retoryczne zadaje w monografii wsi Kostrza Kazimierz Piwowarczyk: "Czyżby upadek domniemanego grodziska miał związek z osunięciem się części góry?"

Rys. Piotr Zbrożek
Józef Kolarczyk miał skądś wiado-mości w inny sposób tłumaczące czas tektonicznego kataklizmu i rodowód tajemniczej nazwy. W swoich wspom-nieniach pisał bez wahania: "Wschodni skraj (góry) -"Styr" urwany jak mówią w XII wieku przez trzęsienie ziemi. Góry, dziury, kamieniska jak skrzynie, no i jamy dla lisów i borsuków." Nieco dalej, zwracając się do Kostrzy, wyjaśniał: "W XVII wieku Szwedzi szczyt Ci zdziurawili i pobudowali piwnice. Stąd też miejsce to zwane "Piwniczyskami". Dziś już mało wyraźne - zawalone." Skąd pochodziły te informacje? Tego już się od pana Józefa nie dowiemy.


Pytań i tajemnic jest zresztą więcej. Wspomniany wcześniej autor monografii wsi Kostrza, zwraca uwagę na tajemniczy obiekt - budowlę - widoczny na mapie z 1630 roku, przy którym figuruje nazwa "Ledyń". Autora mapy, przechowywanej w Archiwum Ojców Dominikanów w Krakowie, trudno posądzać o nierzetelność, bo był nim wybitny polski matematyk i astronom autor wielu pomiarów geodezyjnych, pierwszy w Polsce historyk nauki, profesor Akademii Krakowskiej - Jan Brożek (1585-1652). Ciekawe, że nazwa "Ledyń" nie przetrwała w świadomości mieszkańców okolicznych wsi i nikt już dziś nie potrafi odpowiedzieć czego ona dotyczyła i co oznaczała. Pytania można mnożyć, ale pewne odpowiedzi często trudno na nie znaleźć.

Na koniec warto dodać, że dawniej - o czym dziś na ogół się nie pamięta - dość płaski szczyt Kostrzy bywał także miejscem zabaw. Oto świadectwo, przywoływanego tutaj już wielokrotnie, Józefa Kolarczyka: "Odkąd człowiek pamięcią sięga, to były majówki do Kostrzy na wierzch. Zebrali się na Lipiu wszystkie kumotry, kumoszki, przyjaciele, ulubieni nasi i para koni i prowiant, i flaszki, i beczka piwa, muzyka i hajda na wierzch ku Styrowi. Tam było zdatne miejsce do hulania i pniaki i skarbówki do siedzenia. Tam się bawili do nocy i już ciemno schodzili na leśniczówkę, gdzie dalsze hulania i popijanie. A stąd już na Lipie i do domu swoimi wózkami, które czekały na nich na Lipiu." A przy hulance, albo i podczas powrotu do domu śpiewano być może przyśpiewkę znaną Janowi Kolarczykowi:

Stoi buk, stoi "Pan" - stara dychawica
Bo mu kajzerjegry postrzelali płuca.
Stoi buk, stoi "Pan", stoi sobie wieki
Kawki się w nim ścielą, koniec niedaleki

Albo na poważniejszą nutę:

Kostrzo nasza Kostrzo! Nasza polska Góro!
Ty naszych Romerów najpiękniejsza córo!

Cóż to za buk, którego zowią Panem i co ma on wspólnego z austriackim wojskiem? Dlaczego Kostrza zyskała przydomek "najpiękniejszej córy"? Odpowiedzi na te pytania należy szukać, zagłębiając się w kostrzańskie lasy i w czas, płynący tu dostojnie, po dawnemu.

Lasy

Inżynier Edward Krupa z Limanowskiego Nadleśnictwa rozkłada mapę i zlicza na moją prośbę hektary kostrzańskiego lasu. Jest ich w sumie około 400, w tym 270 hektarów to lasy państwowe. Skarbem są tu piękne buczyny, w najstarszych partiach liczące sporo ponad sto lat. Króluje im, budzący respekt i szacunek, "Pan Buk", którego wiek określa się na 180 lat. Stojący przy drodze Kubasowej król - wieki na barkach niosący - ma na pniu wiele blizn. Podobno w roku 1914 postrzelany został z karabinu maszynowego przez żołnierzy 27. regimentu z Grazu. Od tej pory zaczął niedomagać. Na dodatek wiek też robi swoje. Wszak pierwsze gałązki tego buka zieleniły się wiosną w czasach, gdy klasyków bulwersowały "Ballady i romanse" Adama Mickiewicza.

Jest też sporo jodeł, które niegdyś także miały swoją królową. Tak oto wspomina o niej Józef Kolarczyk: "Na Cyprze (południowa część Kostrzy) buki grube, a między nimi jodła "Pani" wysoka do 40 metrów - gruba - wieki. Można było do środka wstawić stolik dla trzech ludzi. (...) W roku 1910 obchodzili myśliwi pięćsetlecie Grunwaldu i na tej jodle wystawili chorągiew. Długo powiewała". Rysunek Józefa Piwowarczka dopowiada nam, że chorągiew była biało-czerwona. Narodowa. Powiewała nad Kostrzą cztery lata przed wybuchem pierwszej wojny światowej, przypominając w czasach zaborów o wyśnionej Polsce. Co się stało z królową? Wycięto buki koło niej, nie miała podpory i wiatry ją położyły, bo była w środku pusta.

Innej z potężnych jodeł nadano nazwę "Parasol". Najstarsi bywalcy kostrzańskich lasów powiadają, że koronę miała niezwykłą - zwieńczoną czterema wierchołkami, które powstały po zniszczeniu wierzchołka pierwotnego przez pioruny czy burze. W końcu żywioły ją zmogły i nie można już skryć się pod wspaniałym parasolem jej korony. O dumie, wielkości i szacownym wieku królowej świadczy dziś tylko kikut potężnego pnia stojący przy drodze obiegającej górę od południa.

Są też jawory, a z nimi lubi współżyć niezwykła paproć - języcznik zwyczajny. Tutaj właśnie u stóp Styru, w miejscu najbardziej na Kostrzy malowniczym i tajemniczym jest jedyne w Beskidzie Wyspowym stanowisko tej rośliny. Dlatego właśnie w roku 2001 utworzono w tym miejscu rezerwat o powierzchni 30 hektarów.

Rys. Wojciech Górka
Rzadka paproć chroniona - języcznik zwyczajny.

Cóż mówi o języczniku zwyczajnym "Wielka Internetowa Encyklopedia Multimedialna"? "Phyllitis scolopendrium to rzadka i chroniona w Polsce paproć o charakterystycznych całobrzegowych liściach. Występuje w cienistych lasach jaworowych, na skałach, zwłaszcza wapiennych, w Karpatach oraz na Wyżynie Krakowsko-Wieluńskiej i na przedgórzu Sudetów. Liście języcznika są pojedyncze i niepodzielone, kształtem przypominają języki (stąd nazwa!). W dotyku są skórzaste, z wierzchu połyskujące. Charakterystyczną cechą są kupki zarodni na spodzie liści ustawione liniowo w równoległych szeregach." Osobliwością tej paproci jest także to, że nawet w zimie pozostaje zielona.

Pióropusze lśniących liści, dominujące nad drobniejszą roślinnością poszycia, rozsiadły się w miejscu tonącym w zielonawym cieniu, u stóp gigantycznego urwiska, nieopodal stromizny Styru, pośród rumowiska okazałych głazów. Urzekające to miejsce, szczególnie wieczorem, gdy kostrzańske lasy i kocioł Zapadów ogarniać zaczyna mrok nadchodzącej nocy. Zdają się tu mieszkać tajemnice zamierzchłych czasów, a pogruchotane skały są niemym świadkiem przedwiekowego kataklizmu.

Jeśli to prawda, że istnieją miejsca, gdzie Ziemia emanuje życiodajną energią przenikającą jej mieszkańców, to jedno z takich miejsc może być właśnie tutaj, w Zapadach.

Cóż niezwykłego ma w sobie Kostrza, że ją właśnie wybrała na swe siedlisko rzadka paproć? Coś mieć musi, bo spotyka się tutaj w dużej ilości także i inne rzadkie rośliny. Są miejsca, gdzie obficie występuje lilia złotogłów (Lilium martagon). Inżynier Krupa zapewnia, że w jednym miejscu kwitną wiosną setki tych pięknych roślin. Na obrzeżach lasu rozgościły się całe łany chronionej goryczki trojeściowej (Gentiana asclepiadea). Ich szafirowe kwiaty rozsypane bogato na tle głębokiej zieleni tworzą latem niezapomnianą kompozycję kolorystyczną. Bardzo często spotkać tu można salamandrę lubiącą szczególnie czyste środowisko.

Wiele wskazuje na to, że Kostrza jest matecznikiem nie tylko dla roślin. W tym miejscu dobrze się czują także zwierzęta. Saren zawsze tu pod dostatkiem. Jedni mówią, że jest ich ponad sto, inni, że nawet dwieście. Często spotkać tu można jelenie, lisy, borsuki i zające.

Rys. Piotr Zbrożek

Dlatego też Kostrza od stuleci była wymarzonym miejscem dla myśliwych. "W Kostrzy polowanie to święto. To święto, to uciecha, to frajda; nawet Panowie Wojewodowie, Starostowie, Dziedzice prosili się, aby na polowaniu w Kostrzy być!" Po każdym takim polowaniu przybywało przygód i opowieści. Oto jedno z takich myśliwskich wspomnień zapisane w pamiętniku Józefa Kolarczyka, opowiadające o tropieniu postrzelonego dzika.

"Kubas idzie, patrzy, a tu dzik stoi. Strach jaki wielki. Wbity w jedlinę. Tak mój Kubas wchodzi pomału w ten gąszcz i lagą szturcha dzika. Ale dzik już się nie rusza. Już nieżywy. Tak się wbił w te jedlinki, że nie potrafił się przewrócić. Ledwie go w pięciu z gąszczu wyciągnęli. Ważył 200 kilo. Jak go powieszono w jodłownickim dworze, w kuchni u powały, to ryj był na ziemi." Na koniec warto dodać, że "Kubasem" nazywano podobno Jana Śliwę - gajowego, czyli jak tu mówiono "leśnego" - bohatera wielu myśliwskich opowieści.

Tajemnice Piwniczysk i Zapadów, koncert pszczół zbierajacych spadź, tropy saren i borsuków - to wszystko za nami. Terenową ładą ruszamy w drogę powrotną do Szyku. Ale po chwili zatrzymuje nas urzekający widok. Poniżej drogi, w przejrzystym, rzadkim lesie żeruje koziołek. Szlachetny, smukły kształt, płowo-rudawa ruchliwa plama świecąca wśród zieleni poszycia i szarości bukowych pni. Odwieczny kostrzański las i odwieczny jego mieszkaniec. Jak w epoce legendarnych grodzisk, jak w czasach Stefana Romera, jak w myśliwskich opowieściach Józefa i Jana Kolarczyków - a przecież dziś.

Kostrza - magiczna góra. Ostoja gady. Świadek przeszłości. Miejsce tajemnicze ale i niosące natchnienie. Świadectwem tego są wiersze zanotowane w pamiętniku Józefa Kolarczyka. Ich autorką jest Łucja Mazurkiewicz, guwernantka z dworu Romerów. Niechże jej słowa napisane w roku 1942 będą naszym z Kostrzą pożegnaniem i zaproszeniem do Niej zarazem:

Dobrze jest w słońcu siedzieć na Kostrzy wysokiej.
Przez duszę płyną myśli śnieżystym obłokiem.
A drzewa pieśń śpiewają o zamierzchłym wieku
I budzą jakąś dziwną tęsknotę w człowieku.

Daleko spojrzeć można ze samego szczytu -
Człowiek się lepszym staje i bliższym błękitu.
I zda mu się, że zdoła ręką wyciągniętą
Dotknąć jasnego nieba - nieskończoność miękką.

Lubię na Kostrzę chodzić, lubię leśną ciszę,
Lubię szum, w którym dziwnie bliską mowę słyszę;
Jest w samym słowie "Kostrza" urok nieprzebrany -
Kochane moje drzewa i las mój kochany.

Rys. Piotr Zbrożek
Autorzy ilustracji do artykułu: Piotr Zbrożek (rys. 2, 4, 5) i Wojciech Górka (rys. 1, 3)

Literatura i źródła:
1. Kazimierz Piwowarczyk "Kostrza. Monografia wsi" - maszynopis w zbiorach MBP w Limanowej, "Pomiędzy Cietniem a Kostrzą" (opowiadania, wiersze, obrazki sceniczne), brak wydawcy i datowania.
2. Józef Kolarczyk, "Kostrza" oraz "Kronika rodzinna", (Rękopisy). Archiwum rodziny Kolarczyków w Kostrzy.
3. Łucja Mazurkiewicz. Wiersze o Kostrzy. (W brulionie Józefa Kolarczyka "Kostrza"). 4. "Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich" pod redakcją Filipa Sulimierskiego, nakładem W. Walewskiego, Warszawa 1883, Tom IV (hasła: Kostrza, Kostrzecz) 5. Dariusz Gacek "Beskid Wyspowy" - przewodnik turystyczny, wydawnictwo PTTK Kraj, Warszawa 2001
6. Andrzej Matuszczyk "Beskid Wyspowy - ziemia ciągle obiecana" - przewodnik, Wyd. "Rewasz", Pruszków 2001
7. Adam Wojs "Ziemia limanowska", WAG, Kraków 1963
8. Wielka Internetowa Encyklopedia Multimedialna.
9. Rozmowy z: Tadeuszem Kolarczykiem (Kostrza), inż. Edwardem Krupą (Szczyrzyc), Adamem Wojsem (Limanowa), Piotrem Zbrożkiem, Elżbietą Zając-Zbrożek, (Szyk), przeprowadzone w sierpniu i wrześniu 2003 r.


Artykuł ukazał się w numerze 14 - jesiennym z roku 2003 na stronie 4