Artykuł Krzysztofa Lipińskiego, poświęcony wojennym losom Georga Trakla, opowiada także o związkach tego poety z Limanową.

Krzysztof Lipiński
Galicja 1914: śmierć poety
(fragmenty artykułu)
(...)

Georg Trakl, rok 1914
Tych kilka dni spędzonych w Limanowej, określanej w kartce do Fickera jako "małe miasteczko w zachodniej Galicji wśród wesołych i łagodnych wzgórz" było ostatnim łaskawszym uśmiechem losu.

Trakl wynajął prywatną kwaterę - wolał samotność. W prowadzonej przez miejscowego Żyda karczmie bywał często, w starym, murowanym narożnym piętrowym domu, położonym przy rynku, przez który przeciągały nieprzerwanie kolumny ludzi i sprzętu. Było wilgotno i mglisto. Siedział z przygodnie poznanym aptekarzem wojskowym w pustawej izbie zajazdu. Sympatyczna córka gospodarzy przyniosła kawę i chleb, w realiach wojennych poczęstunek znakomity.

(NB. Zarówno lokal jak i dziewczynę udało się zidentyfikować dla potomności: "Do połowy XIX w. zabudowa Limanowej była wyłącznie drewniana, dopiero po połowie wieku, a w szczególności na przełomie XIX i XX w. zaczęły się pojawiać budynki murowane i kamienice. Pierwszym budynkiem murowanym w mieście, zbudowana jeszcze przed 1845 r., była kamienica z narożnym podcieniem, stojąca w narożniku Rynku i ul. Sądeckiej (obecnie T. Kościuszki), a w którym to domu w listopadzie 1914 (Trakl przebywał w Limanowej od 2. do 6. października 1914, K.L.) gościł jeden z najznamienitszych pisarzy i poetów austriackich Georg Trakl (1987-1914), obsługiwany przez uroczą córkę właściciela lokalu niejaką Szymusię Langer. Dom czeka na tablicę pamiątkową, upamiętniającą pobyt poety w naszym mieście" Almanach Ziemi Limanowskiej, Nr 14 (2003), s. 20. Ponadto w Muzeum Ziemi Limanowskiej znajdują się fotografie ilustrujące zarówno pierwsze miesiące wojny, lazarety polowe, wieżę kościoła obudowaną rusztowaniami. Tak samo wart zobaczenia jest cmentarz na Jabłońcu, gdzie spoczywają ofiary ofensywy 1914/1915).

Trakl znalazł nawet jedno czy dwa słowa w podzięce za miłą obsługę. Była to jednak wesołość powierzchowna, okupiona alkoholem i kokainą. Miał zmęczoną twarz, schrypnięty głos, wzrok prześlizgiwał się po okratowanej rusztowaniami kościelnej wieży, po niespokojnej ciżbie na rynku. Stopniowo rozmowa przybrała zupełnie inny, niewojenny charakter. Rozmawiali o literaturze. Nazwiska francuskich poetów, którzy przecież tak zainspirowali Trakla, brzmiały jak zaklęcia zupełnie innego świata.

Ciągnące ulicami miasteczka tabory i wieża budowanego właśnie kościoła opleciona siatką rusztowań. Taką Limanową oglądał jesienią 1914 roku Georg Trakl (fot. ze zbiorów prywatnych).
Niebezpiecznie jest w armii zagrożonej klęską okazywać współczucie dla ginących, przerażenie okrucieństwem wojny. Próba samobójstwa może być złym przykładem, brakiem dostatecznego hartu ducha, załamanie psychiczne jest stanem niegodnym oficera. Czy można pisać inne wiersze niż hymny sławiące "czas krwi i żelaza"? Od dłuższego czasu Trakl poddany jest dyskretnej obserwacji, arkusz "historii choroby" wypełnia się krótkimi, bezosobowymi uwagami lekarzy. Nie uszła uwagi niepowstrzymana chęć znalezienia się na pierwszej linii, powracające depresje i stany niepokoju. Jedno z zanotowanych zdań jest jakże charakterystyczne dla c. i k. biurokratyczno-wojskowej mentalności: Na marginesie należy dodać, że w cywilu wyżej wymieniony nie wykonuje swojego zawodu aptekarza, lecz? zajmuje się "pisaniem wierszy". Opinia ta pochodzi prawdopodobnie od zwierzchników Trakla ze szpitala polowego 7'14...

Władze wojskowe postanowiły działać energiczniej i sprawę wyświetlić. 6 października w Limanowej Trakl przekazany zostaje pod obserwację psychiatryczną. Od tej pory pozostaje w pod kontrolą. Nie wiadomo dokładnie kiedy podejmuje próbę ucieczki i zostaje pojmany w pociągu jadącym w kierunku Rzeszowa, a więc miasta leżącego wówczas w rejonie walk. Ta nieudana próba ucieczki mogła być przyczyną obaw postawienia pod sąd wojenny, którą wyraził wobec Fickera.

Z Limanowej zostaje przetransportowany do Wadowic, gdzie spędza jedną noc w klasztorze Karmelitów, przekształconym w lazaret. Skrupulatni lekarze zanotowali nawet to, co jadł tego dnia: 2 razy kawa z mlekiem, cztery bułki, pieczeń, 2 razy deser.
Limanowa, kamienica na rogu Rynku i ul. Kościuszki. Ten najstarszy murowany budynek w mieście, powstał przed rokiem 1845 i był wielokrotnie przebudowywany. Pierwotnie mieścił się tutaj zajazd przyjmujący przejeżdżających przez Limanową gości. Tu właśnie w październiku 1914 roku przez kilka dni mieszkał Georg Trakl. (Stan budynku z lat osiemdziesiątych XX wieku. Fot. z kroniki Rejonowej Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu)
Z dnia na dzień jego sytuacja zmieniła się zupełnie. Odebrano mu nawet ograniczoną w warunkach wojny możliwość decydowania o sobie. Stał się obiektem dociekań, mających ustalić, ocenić, stan jego ducha, rozstrzygnąć wątpliwość, czy jego zachowanie jest wynikiem choroby, czy zwykłą słabością, której człowiek w mundurze okazać nie może.

Pobyt w Wadowicach był jedynie etapem w drodze do Krakowa, gdzie nastąpić miała dokładniejsza obserwacja. Na zatłoczonych peronach dworca panowała gorączkowa bieganina. Twierdza Kraków, druga obok przemyskiej, właśnie okrążonej, podpora frontu, szykowała się do obrony. Ze wschodu nadchodziły pociągi z ewakuowanym sprzętem i dyslokowanymi oddziałami; transporty rannych kierowano do punktów sanitarnych i lazaretów. Szpital garnizonowy nr 15, zbudowany na krótko przed wojną, leżał już poza granicami ówczesnej zwartej zabudowy miasta, tam gdzie ulica Długa uchodziła w stronę podmiejskich wsi.

(...)

więcej czytaj w numerze...


Artykuł ukazał się w numerze 18 - jesiennym z roku 2004 na stronie 22