W szpary między belkami powtykano papieskie chorągiewki. Ktoś przypiął na ścianie plakat z podobizną Jana Pawła II, czyjeś ręce przyniosły kwiaty. Bezimienni turyści pozostawili wiązankę z jodłowych gałęzi i zeschłych traw, przypominającą nieco wielkanocną palmę. Na białej szarfie napisali: "Idziemy w góry, aby być bliżej Ciebie". Przed szałasem płoną znicze. Wokół nieśmiało zaczynają się zielenić pierwociny, spóźnionej tutaj, wiosny. Wiatr przebiega po szczytach smreków. Szumi wartka, bogata w wodę Kamienica. Każdy, kto w zamyśleniu spędził sporo godzin nad takim gwarzącym potokiem, kto usypiał ukołysany jego szumem, wie, że wiele spraw ma tu inny wymiar. Las zdaje się być filozoficzną księgą, a grzbiety gór, niczym łuk tęczy, łączy wieczna modlitwa.

Jerzy Bogacz
Wędrówki po Ziemi Limanowskiej:
Papieżówka.
Szałas postawiono przed laty, tuż nad brzegiem Kamienickiego Potoku, na skraju polany, która służyła jako plac składowy ściąganego z gór drewna. Skromny, drewniany budyneczek pomyślany był jako schron dla robotników leśnych. Dawniej wyglądał nieco inaczej. Okien nie zamykano okiennicami, drzwi nie strzegły solidne kłódki i dach podobno był inny. Wewnątrz warunki iście spartańskie: stół z surowych desek, prycza wymoszczona gałęziami i żeliwny piecyk.

Szałas zwany "Papieżówką". Widok od strony potoku - zimą (po lewej), fot. Jerzy Bogacz
Od dawna było to zwykłe, nie wyróżniające się niczym, miejsce pracy robotników leśnych. W powszednie dni ciszę tego gorczańskiego zakątka zakłócał niekiedy hałas pił motorowych, stukot siekier, parskanie koni, pokrzykiwania wozaków i drwali. Nikt nie spodziewał się, że nadejdzie czas, gdy Palec Boży wskaże to miejsce i wszystko odmieni.

Pewnego lipcowego poranka 1976 roku na polanie pojawił się Nieznajomy i zamieszkał w szałasie. Górale z początku nieco się dziwowali, ale w końcu doszli do wniosku, że w górach spotyka się od czasu do czasu rozmaitych odmieńców i tak już widocznie być musi. Jedni zjawiają się tu, bo bez gór żyć nie mogą, a inni uciekają przed zgiełkiem świata. Błądzący i zagubieni szukają tu nowej drogi, zaś ci, którzy widzą jasno cel, nabierają sił, by ku niemu wędrować. Mieszkaniec szałasu medytował, czytał lub notował, a gdy się tym zmęczył, przepadał w lesie lub wynosił z koryta potoku płaskie kamienie i układał z nich bruk przed wejściem.

Szałas zwany "Papieżówką". Widok od strony drogi - latem. Ilustracja z przewodnika "Dolina Kamienicy. Ścieżka edukacyjna.", fot. Marek Kurzeja.
Starali się nie przeszkadzać Przybyszowi w jego zajęciach. Robili swoje, nie żałując przy tej robocie słów jędrnych i dosadnych, które traktowano tu jako zwyczajowe porzekadło. Zdziwiło ich więc nieco, gdy któregoś dnia Gość wyraził swą dezaprobatę dla takiego języka. Jak pisze Urszula Własiuk "...odtąd zaczęto snuć domysły kim jest ów wrażliwy jegomość. Sprawa wyszła dopiero wówczas na jaw, gdy po wąskiej drodze w dolinie Kamienicy przyjechała elegancka, czarna limuzyna z siedziby arcybiskupów krakowskich" - po... kardynała Wojtyłę. On to bowiem incognito zaszył się na dwa tygodnie w leśnym zakątku.

Są i tacy, którzy opowiadają nieco inną wersję tej samej historii. Podają różne daty, stojące w sprzeczności z kalendarium życia Jana Pawła II, łączą odległe fakty w jedną, barwną anegdotę, nadając tym opowieściom charakter współczesnych apokryfów.

Wierni prawdzie są niewątpliwie autorzy "Wielkiej Encyklopedii Jana Pawła II", gdzie w tomie XXIII, pod hasłem "Papieżówka" można przeczytać między innymi: "W lipcu 1976 roku przebywał tu Karol Wojtyła, który przygotowywał się wtedy do wyjazdu na XLI Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny w Filadefii (USA) dokąd udał się 23.07.1976 jako przewodniczący delegacji Episkopatu Polski"1. Liczne relacje pisemne i ustne potwierdzają, że wspomniany pobyt Karola Wojtyły w szałasie, nazwanym potem "Papieżówką", był pobytem najdłuższym, ale nie jedynym. Tu, w jednym ze swych ulubionych miejsc, kardynał Wojtyła spędził podobno jeden ze swych ostatnich wypoczynków przed wyborem na Stolicę Piotrową. Jak pisał Marek Kurzeja "Mieszkańcy Rzek uważają, ze to właśnie na tej polanie (zwanej dawniej "Do Grabca") Opatrzność dała kardynałowi Wojtyle znak o tym, co przygotowuje dla Niego i że to tu, po Gorcem, a nie pod Giewontem zaczął się ten pontyfikat."

Dom Władysławy i Stanisława Nachmanów w Rzekach. (obecnie Kazimiery i Czesława Niedojadów). Tutaj podczas wędrówek po Gorcach, zatrzymywał się wielokrotnie ks. Karol Wojtyła. (fot. Jerzy Bogacz)
Dla ludzi, którzy coraz liczniej wędrują do Papieżówki, nie jest ważna dokładność dat i biograficznych szczegółów. Szukają tam raczej tajemnicy Jego ulubionego miejsca.

Ten zakątek Gorców Karol Wojtyła poznał dość wcześnie. Do Rzek, które są przysiółkiem Lubomierza, trafił już na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku, a potem bywał tam wielokrotnie, najpierw jako ksiądz, następnie biskup i wreszcie kardynał. Już podczas pierwszej gorczańskiej wycieczki narciarskiej, którą odbywał z grupą studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, zatrzymał się, wraz z towarzyszami wędrówki, w domu Władysławy i Stanisława Nachmanów.

Nazwisko o wyraźnie niemieckim rodowodzie wskazuje, że gospodarz był zapewne potomkiem jednego z niemieckich hutników, których sprowadzono w te strony pod koniec XVII wieku, gdy w dolinie Kamienicy uruchamiano hutę szkła. O jej istnieniu świadczy dziś już tylko nazwa polany Hucisko oraz bryły szklane, wypłukiwane od czasu do czasu z ziemi przez wezbrane potoki.

Dom Nachmanów, stał wysoko, uczepiony stromego zbocza niczym ptasie gniazdo. Stoi tam zresztą do dziś, choć w nieco zmienionej, zmodernizowanej postaci. U jego stóp, pod skarpą biegnie asfaltowa droga prowadząca z Mszany Dolnej przez przełęcz Przysłop i dalej malowniczą doliną rzeki Kamienicy ku dolinie Dunajca. To najkrótszy i najdogodniejszy szlak komunikacyjny od Krakowa w kierunku Pienin. Nic więc dziwnego, że ruch tutaj duży.

Kazimiera (z d.Nachman) i Czesław Niedojadowie mieszkają dzisiaj w domu, w którym podczas wędrówek zatrzymywał się ks.Karol Wojtyła. (fot. J.Bogacz)
Nie tak bywało, gdy zawitał tu po raz pierwszy ks. Karol Wojtyła. Wtedy ta droga jeszcze nie istniała (zbudowano ją dopiero ponad dwadzieścia lat później, w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku), więc "pekaesy", stanowiące podstawę komunikacji w ówczesnej Polsce powiatowej, tutaj nie docierały. Przybysz ze świata musiał ze stacji kolejowej w Mszanie Dolnej wędrować piechotą. Dobrze jeżeli część drogi udało mu się, w zależności od pory roku, odbyć na przygodnie spotkanej furce lub saniach. Nie było też prądu, bo elektryfikacji doczekały się Rzeki dopiero w roku 1972. Wieczorami świeciło się lampami naftowymi, a chodziło spać wcześnie. O telewizji nikt tu jeszcze wtedy nie marzył, a i radio na baterie było rzadkością.

Jan Adamczyk, który w młodości przeczytał całą bibliotekę szkolną, a potem i wiejską, wspomina, że pewnego wieczoru, gdy zasiedzieli się dłużej nad jakąś książką, koło północy do drzwi domu zastukali milicjanci szukający bimbrowni. Wydawało się im mocno podejrzane, że po północy ktoś jeszcze we wsi nie spał...

Do takich to Rzek, wciąż jeszcze "wepranych w zaświaty?, ale zawsze gościnnych, trafił Karol Wojtyła - młody ksiądz, świeżo po studiach doktoranckich w Rzymie. Widocznie upodobał sobie ten zakątek, bo powracał tu potem wielokrotnie, nawet po święceniach biskupich oraz nominacjach na arcybiskupa oraz kardynała.

Bez względu jednak na te wszystkie zmiany pozostawał zawsze przewodnikiem młodych, który - niczym Mistrz - chodził i nauczał w drodze; na szlaku i na biwaku, pod gościnnymi dachami wiejskich domów i pasterskich szałasów. Często pod gołym niebem.Po latach w jednym z wywiadów wyznawał: "Nieraz w ciągu tych lat nachodziła mnie myśl, czy korzystając z różnych sposobności do uprawiania takiego duszpasterstwa turystycznego, nie rozmieniam swojego kapłaństwa na drobne? Zawsze jednak po długiej refleksji, po dniach skupienia i modlitwy, dochodziłem do wniosku, że mogę, a nawet powinienem to czynić, jest to bowiem wbrew pozorom działalność kapłańska". Nachmanowie nie wypytywali gości kim są, przyjęli ich z otwartymi rękami i starali się uraczyć czym chata bogata. A chata - jak wspomina pani Maria Adamczyk, córka gospodarzy - była skromna, składała się tylko z dwóch izb, więc rodzina, licząca wówczas osiem osób, ścieśniła się w kuchni, a gościom ojciec nasłał słomy w drugiej izbie. Byli ze wszystkiego zadowoleni.

Stodoła w gospodarstwie pp. Nachmanów (Obecnie Niedojadów) - miejsce letnich noclegów młodzieży, z którą wędrował gorczańskimi szlakami ks. Karol Wojtyła. (Stan obecny) fot. Jerzy Bogacz
Nazajutrz jeden z nich, który gospodarzom od początku wydawał się jakiś "inny", wprawił w osłupienie panią Władysławę, kiedy jak gdyby nigdy nic zakomunikował:
- Przydałby się jakiś biały obrus, bo będziemy sprawować Najświętszą Ofiarę.
Obrus się znalazł. Ołtarz stanął w pokoju, w kuchni zebrała się rodzina oraz wędrowcy - przyjaciele księdza. Tak to ks. Karol Wojtyła po raz pierwszy odprawił Mszę świętą w domu Nachmanów w Rzekach. Najwidoczniej przypadło mu to miejsce do gustu, bo potem wracał tam wielokrotnie - zimą i latem. Zimą Msze św. odprawiano w domu, bo mrozy bywały srogie, śniegu nieraz po okna, a do kościoła w Lubomierzu cztery kilometry i zaspy trudne do przebrnięcia.

Gdy zjawiali się latem, mieszkali w stodole, nie chcąc sprawiać kłopotu gospodarzom, a ks. Karol Wojtyła odprawiał Msze św. na dole, w białej, krytej gontem kapliczce, przy której spotykali się wówczas niemal wszyscy mieszkańcy Rzek.

Według Jana Adamczyka, syna Marii Adamczykowej, ta kapliczka pozostawała pod specjalną opieką Opatrzności. Podczas wielkiej powodzi w roku 1958 wezbrana jak nigdy Kamienica rozlała się szeroko w dolinie i szalała tak, że nawet zmieniła koryto, przy okazji ujmując nieco gruntu gminie Kamienica, a przysparzając go gminie Mszana Dolna.

Kapliczka, otoczona spienionymi nurtami starego i nowego biegu rzeki znalazła się na małej wysepce i przetrwała nietknięta. Potem zmieniono dach zastępując gonty blachą i usuwając jedną z dwóch wieżyczek, rozsypał się stary ołtarzyk i z dawnego wyposażenia pozostał dziś tylko krzyż. Po reformie liturgii wybito w bocznej ścianie okno, by ksiądz, stojąc w nim, mógł odprawiać Mszę świętą zwrócony przodem do wiernych. Dziś w tym oknie ustawiono figurki Matki Boskiej i Pana Jezusa, a pośrodku skromne, gipsowe popiersie Jana Pawła II w czerwonej piusce.

Dziadkowie Jana ze strony matki - Władysława i Stanisław Nachmanowie już nie żyją, ale ich wspomnienia, często powtarzane, trwają w pamięci następnych pokoleń.

Ich córka Maria miała 14 lat, gdy ksiądz Karol Wojtyła zawitał do ich domu, wędrując gorczańskimi ścieżkami. Czasem najwidoczniej żal mu było obciążonej gospodarskimi obowiązkami Marysi, bo zabierał ją w góry wraz z grupą studentów. Rodzice nie potrafili mu odmówić, a ona bardzo te wędrówki lubiła. Najmocniej zapamiętała z nich to, że gdy na postojach studenci wypoczywali i śpiewali, "wujek" Karol najczęściej siadał w ustronnym miejscu i czytał...

Maria Adamczykowa (pośrodku) z synem Janem (po prawej) i wnukiem Karolem (po lewej). Pani Maria poznała ks. Karola Wojtyłę jako klkunastoletnia dziewczynka, kiedy po raz piewszy zatrzymał się w Rzekach, w jej domu rodzinnym. Fot. Jerzy Bogacz
Zadzierzgnięte wtedy więzy przyjaźni trwały potem przez lata, bo Karol Wojtyła nie zapominał ludzi, których spotkał na swej drodze i nie potrafił przejść obojętnie wobec ich problemów. Gdy dowiedział się, że zachorowała ciotka Marysi, zarządził wśród studentów zbiórkę pieniędzy na lekarstwa, choć sami zapewne w nadmiarze grosza nie mieli. Obiecywał też być na ślubie Marii, ale ówczesny proboszcz w Lubomierzu podobno nie dawał ślubów w soboty i w niedziele, bo zajęci weseleniem się górale zapominali o mszach świętych. Ślub odbył się więc we wtorek i "wujek" Karol nie mógł do Lubomierza przyjechać, bo miał zajęcia ze studentami. Młoda para dostała jednak od niego prezent ślubny: obrus na stół i kryształowy flakon. Szkoda, że prezenty te nie dotrwały do naszych czasów. Byłyby cenną pamiątką. Ale któż mógł wtedy wiedzieć...

Choć przyszłość nikomu nie odsłaniała swych tajemnic, z czasem jednak niemal wszyscy nabierali przekonania o niezwykłości księdza, potem biskupa i wreszcie kardynała, który tak kochał góry i ludzi. Gdy więc w roku 1977 pani Maria Adamczykowa odwiedziła rodzinę w Grybowie, a rozmowa zeszła na temat przepowiedni, zapowiadającej wybór polskiego papieża, powiedziała z pełnym przekonaniem do swojej kuzynki:
- Jeśli to miałoby się spełnić, to mógłby nim zostać tylko kardynał Karol Wojtyła. Nikt nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, że te przewidywania spełnią się już za rok. Płakali, gdy dowiedzieli się o wynikach konklawe. A kiedy w pierwszą rocznicę wyboru Jana Pawła II urodził się wnuk - syn Jana, nie namyślali się ani chwili. Oczywiste było, że na chrzcie musi otrzymać imię Karol.

Kapliczka w Rzekach - przysiółku Lubomierza. To tutaj ks. Karol Wojtyła odprawiał Msze św. podczas letnich wędrówek. Zdjęcie archiwalne z przewodnika Urszuli Własiuk "Ja tam u was byłem." fot. T. Własiuk
W domach Adamczyków i Niedojadów gościły już ekipy telewizyjne oraz dziennikarze najrozmaitszych gazet i czasopism. Parking na polanie Trusiówka bywa ostatnio bardziej zatłoczony samochodami. Stąd, od granicy Gorczańskiego Parku Narodowego, po czterdziestu minutach spaceru dochodzi się do Papieżówki - polany i szałasu, gdzie przed laty kardynał Karol Wojtyła odbywał swe gorczańskie dni skupienia.

Tak jak wtedy, tuż za ścianą z bierwion, za kilkoma smrekami i rumowiskiem głazów płynie Kamienica. Potok, strumień, niosący wody od Turbacza. Czy to jego mowa i srebrzystość stały się dla Jana Pawła II natchnieniem do medytacj i zostały utrwalone w pierwszej części "Tryptyku rzymskiego"?

Czy to tu niegdyś zrodziło się zapisane po latach pytanie: "Co mi mówisz górski strumieniu / w którym miejscu się ze mna spotykasz? / ze mną, który także przemijam"

Czy wspomnieniem spędzonych tu letnich dni i nocy jest modlitewne i poetyckie wyznanie: "Zatoka lasu zstępuje / w rytmie górskich potoków / ten rytm objawia mi Ciebie, Przedwieczne Słowo"? Któż to wie? Strumieni w górach wiele... Prawdą jest jednak, że autor "Tryptyku rzymskiego" chyba nad żadnym z górskich potoków nie spędził tyle czasu, co nad Kamienicą.

Papieżówka to jedno z najbardziej poruszających miejsc pamięci o Janie Pawle II. Nie ma tu bowiem ani granitowego cokołu ani spiżowego pomnika. Jest za to miejsce spotkania człowieka z Bogiem. Ślad na drodze. Bruk wrastający w ziemię. Ten sam las. Ten sam potok. Ślady, których wartość i urok polegają na ich ulotności.

Literatura i źródła:
1. ks. Adam Boniecki, "Kalendarium życia Karola Wojtyły", Społeczny Instytut Wydawniczy "Znak":, wyd.II r.2000.
2. "Wielka Encyklopedia Jana Pawła II", Edipresse Polska S.A., tom XXIII (os-fa), hasło "Papieżówka".
3. ks.Mieczysław Maliński, "Polski papież Karol Wojtyła", Kraków 1999, tom.I, s.286 - 295.
4. Urszula J.Własiuk, "Ja tam u was byłem... pilnujcie mi tych szklaków", Kraków 2003, rozdział "Gorce", s.123-144.
5. Marek Kurzeja, "Dolina Kamienicy. Ścieżka edukacyjna" Gorczański Park narodowy, Poręba Wielka 2001, s.21-22.
6. ks. Maciej Ostrowski "Papieskie szlaki na Ziemi Limanowskiej", "Almanach Ziemi Limanowskiej" nr.9, lato 2002, s.4-7.
7. "Kwiatki Jana Pawła II", wybrał i opracował Janusz Poniewierski, wyd. "Znak", Kraków 2005.
8. Rozmowy z Marią Adamczykową (z d. Rudzką) i Janem Adamczykiem oraz Kazimierą Niedojadową (z.d. Nachman) i Czesławem Niedojadem przeprowadzone w Rzekach, w kwietniu 2005 roku.


Artykuł ukazał się w numerze 20 - wiosennym z roku 2005 na stronie 4