Jerzy Bogacz
Z listów ''hreczkosieja''
O pobycie Włodzimierza Tetmajera
w Wilkowisku
Wilkowisko - wieś w powiecie limanowskim, należąca do gminy Jodłownik, była w XIX wieku, od roku 1880, posiadłością Adolfa Przerwy Tetmajera. Pieczę nad tym majątkiem powierzył on na pewien czas swemu synowi - Włodzimierzowi Tetmajerowi, którego Franciszek Ziejka nazwał "najbarwniejszą bez wątpienia postacią młodopolskiej epoki"1, dziwne więc, że o związkach tej właśnie postaci z Wilkowiskiem, nigdy dotąd nie wspominano w miejscowych przewodnikach i opracowaniach.

Włodzimierz Tetmajer.
Rysunek Stanisława Wyspiańskiego z roku 1899.
Włodzimierz Tetmajer (1861-1923) pocho- dził z rodziny ziemiańskiej o wspaniałych tradycjach patriotycznych. Był przyrodnim bratem Kazimierza Przerwy - Tetmajera (1865-1940) - wybitnego poety, prozaika i dramaturga. Po ukończeniu krakowskiego gimnazjum św. Anny (zwanego szkołą Nowodworską) podjął studia z zakresu filologii klasycznej na Uniwersytecie Jagiel- lońskim ale, jak pisze jego biograf Józef Dużyk: "Spędził w ławach wszechnicy cztery zaledwie półrocza". Potem studiował malarstwo w Krakowie, Wiedniu, Monachium oraz w Paryżu. Od 1890 roku mieszkał w Bronowicach pod Krakowem i choć był synem szlachcica, ożenił się z córką miejscowego chłopa - Anną Miko- łajczykówną. Należał do grona współza- łożycieli i znanych działaczy PSL "Piast", jako reprezentant wsi został posłem do parlamentu w Wiedniu, w roku 1918 proklamował wyzwolenie Krakowa spod władzy austriackiej.

Był znanym i cenionym malarzem, założycielem Towarzystwa Polska Sztuka Stosowana. Zafascynowany podkrakowskim folklorem malował wiejskie sceny rodzajowe; tańce w karczmie, zaloty, rozmowa na wiejskiej drodze, żniwa, święcone i procesja w jego ukochanych Bronowicach - to tematy najbardziej znanych obrazów. Oprócz scen rodzajowych malował także pejzaże i portrety. Znany jest również jako twórca malarstwa monumentalnego; wykonał polichromie licznych kościołów, łącząc motywy religijne z historyczno-patriotycznymi (kaplica pod wezwaniem św.Trójcy w katedrze wawelskiej, katedra pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny w Sosnowcu, Kościół św. Mikołaja w Kaliszu). Pisał także poezje i rozprawy polityczne. Był pierwowzorem postaci gospodarza w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego.

Włodzimierz Tetmajer trafił do Wilkowiska we wrześniu 1883 roku. Miał wówczas 22 lata. O jego pobycie w posiadłości ojca dowiadujemy się dość sporo z korespondencji kierowanej do przyjaciela gimnazjalnego - Konstantego Mariana Górskiego.

Włodzimierz, pisząc na temat "artystycznej zdolności odczuwania natury", współczuł mu, że mieszka w okolicy "tak ubogiej artystycznie jak (...) Mazowsze". W tym kontekście nie najlepiej wyrażał się o Wilkowisku, które - po urokach tatrzańskiego pejzażu - zdawało się być zbyt słabą podnietą dla artystycznej duszy: "...u nas w Wilkowisku jest ta sama historia. Czegoś tak artystycznie podłego jak ta cała wieś nie widziałem, więc żyję tylko wrażeniem dawniejszym. Przepraszam za porównanie, którego użyję, jest ono niemoralne i nieestetyczne, ale dosadne: To jest zupełnie tak, jak człowiek, co dawno kobiet nie widział, marzy tylko o nich i jest zmuszonym zadowalniać się ich wizerunkami i tym skutkiem, który wywołują widziane we śnie kobiety."

Autor tego listu lubił jednak wieś, kochał swojski krajobraz, więc z czasem i w Wilkowisku znalazł dla siebie miejsce, a o swej roli tak pisał do przyjaciela: "...wolę sobie siedzieć na wsi i bawić się dalej w szlagona hreczkosieja, jak to teraz robię. Wyobraź sobie malarza, który z laską w ręku (i z ukrytym pod surdutem albumem) przechadza się poważnie między chłopami, wrzeszczy, żeby wyjeżdżali w pole do orki, pilnuje żeńców, udaje, że zna się na jęczmieniu i pszenicy, beszta parobków, że woły są zwalane, bo im słomy nie podesłano pod przednie nogi, wie, gdzie każda kosa stać powinna, gdzie siodła i szory, zrobił kiedyś nawet awanturę, że zgubiono klucz od wózka, a wieczorem, zasiadłszy na ganku z ojcem, wypłaca robotników i miewa w celach gospodarskich narady z karbowym." (...)

"Ojciec mój - pisał dalej do przyjaciela - jest bardzo ciężki i muszę ciągle spełniać jego polecenia i w wielu rzeczach go wyręczać, dlatego tak hreczkosieja udaję, ale ponieważ to, co robię, robię zawsze z całym animuszem, więc i z tej roli jestem zadowolony, i nawet bardzo, bo jeżeli nie maluję, to nie mam czasu leżeć na słońcu i myśleć, z czego jeszcze nikomu nic nie przyszło, tylko siadam na konia, którego Ty nie widziałeś w Krakowie, a który jest dziki, młody i nie ujeżdżony jeszcze, i cud boski, żem dotychczas z niego nie zleciał, i jadę w pole do ludzi".

Włodzimierz najwidoczniej nie traktował zbyt serio funkcji, którą obdarzył go w Wilkowisku ojciec. Spełniał jednak posłusznie jego wolę, ale będąc ekonomem, nie przestawał być malarzem. Chłopów uważał za równych sobie i szanował, był uważnym obserwatorem wiejskiego bytowania i doceniał jego zalety. Tematy do swych szkiców znajdował zarówno w polu, jak i w okolicznych dworkach: "Fizyczne zajęcie daje ogromnie równowagę i zdrowie umysłowi i robi go trzeźwym i czynnym, bo przecież mimo tego wymalowałem w ciągu dni dziesięciu dwa obrazki i zrobiłem kilka studiów. Ale studiując w polu woły chodzące przy pługu, w słońcu rysowałem i rozbolały mnie oczy tak, że kilka dni ani malować, ani czytać nie mogłem. Poznałem tu pysznych szlagonów, naszych najbliższych sąsiadów z Jodłownika, pp. Romerów. Pycha! Głowa starego prześliczna, istny Chodkiewicz".

Można chyba wierzyć Józefowi Dużykowi, który pisał, że i w Wilkowisku powoli dojrzewały poglądy Włodzimierza Tetmajera na sztukę. Także i tutaj kształtowała się jego wrażliwość na kulturę i obyczaje mieszkańców wsi. Lubił wsłuchiwać się w gwarę i dźwięk organów w miejscowym kościółku. W jednym z listów pisał z Wilkowiska: "Chciałbym, żeby w Twoich uszach grały organy wiejskiego kościółka, jak podczas prefacji na sumie w niedzielę albo w święto Matki Boskiej Zielnej, kiedy tak pachną ziela i kadzidło". A na koniec dodawał: "Jestem teraz tak usposobiony do odczuwania ludu, jak nigdy jeszcze. Jadę do Krakowa..."2.

Ukształtowany w jakimś stopniu także przez doświadczenia, przeżycia i wrażenia wyniesione z Wilkowiska, rozpoczynał swą artystyczną drogę. Wkrótce miał ruszyć na studia malarskie do Monachium, za siedem lat miał osiąść w Bronowicach, a za lat siedemnaście w jego bronowickim domu miało odbyć się słynne wesele Lucjana Rydla. Słynne dzięki literackiej wizji tego wydarzenia zawartej w dramacie Stanisława Wyspiańskiego, gdzie w scenie dwudziestej czwartej aktu drugiego Wernyhora wita gospodarza słowami; "Sława, panie Włodzimierzu".

Przypisy:
1. J. Dużyk, "Sława, Panie Włodzimierzu". wyd. drugie, poszerzone. Kraków 1998. Wstęp Franciszka Ziejki, s.10
2. Wszystkie cytaty z listów: J. Dużyk, "Sława..." rozdział: "W mojej ukochanej ojczyźnie", s.49 - 54.

Artykuł ukazał się w numerze 21 - letnim z roku 2005 na stronie 14