Marek Zapała rozkłada na stole teczki z dobrze zachowanymi dokumentami z czasu II wojny światowej oraz drukowane na jedwabiu mapy różnych części Europy. Służyły one załodze bombowca dalekiego zasięgu B 24 - Liberatora "California Rocket", który wystartował z Cerignoli we Włoszech i leciał z misją zbombardowania zakładów chemicznych IG Farben w Oświęcimiu. Po drodze amerykańskie bombowce zostały zaatakowane przez artylerię przeciwlotniczą i myśliwce niemieckie. Samolot o imieniu własnym "California Rocket" został trafiony. Uszkodzona maszyna nie mogła kontynuować lotu. W słoneczne popołudnie 18 grudnia 1944 roku czterosilnikowy bombowiec rozbił się w Gorcach pod przełęczą Pańska Prehybka (990m). Z dziesięcioosobowej załogi uratowało się dziewięciu lotników, wyskakując na spadochronach nad trudnym, górskim terenem. Jeszcze tego samego dnia do Amerykanów dotarli partyzanci z IV Batalionu 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK. Batalionem tym dowodził stryj Marka Zapały - major Julian Zapała "Lampart".

Jerzy Bogacz
Wędrówki po Ziemi Limanowskiej:
Archiwum "Lamparta"
Liberator

Ponad sześćdziesiąt lat później, w roku 2005 uniwersytecki kanał telewizyjny KUED w Salt Lake City w stanie Utah (USA) nadał wywiad ze Spencerem Feltem - jednym z członków załogi bombowca "California Rocket".

Spencer Felt - drugi pilot "California Rocket".
Amerykański lotnik wspominał przed kamerami, że gdy w grudniu 1944 roku wyruszył nad Polskę, miał 18 lat i był drugim pilotem w stopniu podporucznika. Po opuszczeniu nie dającej się już pilotować maszyny, opadł na spadochronie w bezludnej okolicy. Pokrywa śnieżna miała około pół metra, więc poruszał się bardzo wolno. Po trzygodzinnym marszu dotarł do kilku zupełnie pustych szałasów. Zanocował w jednym z nich. Ponieważ w śniegu nie było żadnych śladów, uznał że miejsce jest bezpieczne. Następnego dnia o świcie ruszył w drogę i dotarł do zabudowań, z których kominów unosił się dym. Postanowił je ominąć, jak się potem okazało niesłusznie, bo tam właśnie kwaterowali partyzanci. Szczęście jednak mu sprzyjało. Gdy trafił na drogę ujrzał na niej konny zaprzęg. Prowadził go człowiek w cywilnym ubraniu z pistoletem maszynowym na plecach. Na wozie siedział operator radiowy z Liberatora "California Rocket", a z tyłu szedł uzbrojony żołnierz w niemieckim mundurze. Dla amerykańskiego lotnika sytuacja była zupełnie niejasna.

Kiedy jednak po chwili ujrzał pozostałych członków załogi swego bombowca, maszerujących swobodnie i jak wspominał, niezestresowanych, a w dodatku kierujących się w stronę lasu, doszedł do wniosku, że trafili do polskiego podziemia. Postanowił wyjść z ukrycia, i tak znalazł się wśród swoich kolegów z załogi i wśród żołnierzy "Lamparta". Zapamiętał ten pseudonim, ale zgodnie z wymogami konspiracji nie poznał prawdziwego nazwiska dowódcy. Lotnicy przebywali u partyzantów przez pięć tygodni. Amerykańskim telewidzom powiedział o nich: They were just wonderful people and you know they did this at the peril of their own lives (Byli cudownymi ludźmi i pomagali nam z narażeniem własnego życia).

W miejscu katastrofy bombowca "California Rocket" odtworzono fragment zarysu jego kadłuba, w który wmontowano oryginalne elementy poszycia samolotu.
W roku 1992 przyleciał z kolegą do Polski, by odnaleźć miejsca związane z wojennymi przeżyciami. Wynajęli w Krakowie samochód z kierowcą i ruszyli do Ochotnicy. Po drodze kolega, również członek załogi "California Rocket" - nawigator, z pochodzenia Polak, fotografował malownicze kościółki. Gdy zatrzymali się przy jednym z nich (prawdopodobnie w Szczawie), kierowca wszedł do wnętrza i przeczytał na tablicy informację, że jednym z dowódców oddziałów partyzanckich działających w tej okolicy był "Lampart" Julian Zapała. W takich to okolicznościach, po czterdziestu ośmiu latach Spencer Felt poznał prawdziwe nazwisko "Lamparta".

Lampart

Julian Zapała - major "Lampart" urodził się 1 lutego 1904 roku w Niedźwiedziu, w powiecie limanowskim. W swojej rodzinnej miejscowości ukończył szkołę podstawową i przygotował się w zakresie I klasy gimnazjum. Do dwóch następnych klas gimnazjalnych uczęszczał w Myślenicach, a do klasy czwartej w Nowym Targu. Potem kontynuował naukę w Korpusie Kadetów nr 2 w Modlinie, a maturę zdawał w Korpusie Kadetów nr 1 we Lwowie. Jak widać od wczesnych lat młodzieńczych swe losy związał z wojskiem. W latach 1925-1927 zdobywał wiedzę wojskową Oficerskiej Szkole Artylerii w Toruniu, a po jej ukończeniu został mianowany podporucznikiem w korpusie oficerów artylerii z przydziałem do 4 Pułku Artylerii Polowej w Inowrocławiu. W roku 1929 otrzymał stopień porucznika i przeniesienie do 7 Pułku Artylerii Ciężkiej w Poznaniu. W roku 1934 ukończył Ekonomię Polityczną na Uniwersytecie Poznańskim. Następnie przeniesiony został do 2 Pułku Artylerii Ciężkiej w Częstochowie, a po wybudowaniu koszar w Tomaszowie Mazowieckim dywizjon, w którym służył, przeniesiono (jako samodzielny) do ochrony rezydencji Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w Spale. Od roku 1936 posiadał stopień kapitana.

Julian Zapała (po lewej) - zdjęcie z lat międzywojennych
W czasie działań wojennych 1939 roku brał udział w walkach jako dowódca baterii w obronie Modlina. Po kapitulacji twierdzy Modlin w dniu 28 września 1939 roku został, jak pisze puszczony z szablą do domu, jak wszyscy oficerowie Modliniacy.

Już od jesieni 1940 roku rozpoczął działalność dywersyjną, polegającą na rozbrajaniu policji granatowej oraz posterunków niemieckich w powiatach limanowskim i nowosądeckim, co pozwa- lało na gromadzenie broni, mundurów i sprzętu kancelaryjnego. W swoim życio- rysie, napisanym w 1963 roku wspomina: Mając zapasy kwatermistrzowskie, żywnościowe, uzbrojenie i pieniądze rozpocząłem bojową działalność party- zancką w Gorcach, (powiaty: nowotarski, limanowski i nowosądecki) (...) począwszy od Babiej Góry, aż po Krynicę. Pseudonim mój był - "Lampart".

W jesieni 1942 roku kapitan Julian Zapała spotkał się w Niedźwiedziu z majorem Galicą, który polecił mu zorganizowanie oddziału partyzanckiego w Gorcach. W pierwszych dniach grudnia tegoż roku, "Lampart" przeniósł się ze swego domu w Niedźwiedziu do Studzionek nad Ochotnicą gdzie rozpoczął formowanie oddziału oraz tworzenie jego bazy.

Działalność majora Juliana Zapały opisana została co prawda w wielu publikacjach naukowych i popularnych, jednak w sposób dość fragmentaryczny. Zarówno dzieje oddziału "Lamparta" jak i postać jego dowódcy wciąż czekają na pełne, monograficzne opracowanie. On sam o walce podziemnej na szczytach napisał w swym życiorysie lapidarnie, powściągliwie i ogólnikowo: Największe walki stoczyliśmy w Ochotnicy Górnej, Dolnej i Tylmanowej oraz w okolicy Szczawnicy i Krynicy zawsze dla nas zwycięskie, ponieważ mój świetny wywiad, który miałem w sztabie obergruppenführera Krugera - szefa gestapo na dystrykt Krakau donosił mi na czas kiedy idą Niemcy, jakimi siłami i jak uzbrojeni"

Julian Zapała (na pierwszym planie) - fot. z roku 1939.
Gdy w ramach odtwarzania Sił Zbrojnych w Kraju podczas akcji "Burza" mobilizowany był w Inspektoracie Armii Krajowej Nowy Sącz 1. Pułk Strzelców Podhalańskich, oddział Juliana Zapały "Lamparta" wszedł w jego skład, a dowódca oddziału objął z dniem 24 września 1944 roku dowództwo 4. batalionu działającego na terenie Obwodu Nowy Targ. Po wojnie awansowano go na stopień majora.

W licznych publikacjach spotyka się informacje, że 19 stycznia 1945 roku rozkazem komendanta Krakowskiego Okręgu Armii Krajowej Pułk został rozwiązany, a jego oddziały zdemobili- zowane. Julian Zapała w swoim życiorysie podaje nieco inną datę zaprzestania działalności partyzanckiej: Działaliśmy do dnia 21 stycznia 1945 roku, to znaczy do chwili, kiedy Armia Radziecka przekroczyła linię Kraków - Zakopane. Wtenczas oddział mój przestał istnieć.

Pod koniec wojny, "Lampart" został ranny w nogę. Po wojnie ukrywał się w obawie przed represjami, jakie spotykały żołnierzy AK. Bezpiecznym schronieniem był najpierw szpital w Rabce, u dr Janika, a potem dom sióstr ze zgromadzenia Franciszkanek Rodziny Maryji w Niedźwiedziu. Ujawnił się dopiero po amnestii ogłoszonej przez rząd w sierpniu 1945 roku. Stan zdrowia nie pozwolił mu już po wojnie na podjęcie pracy zawodowej, a prześladowania ze strony UB sprawiły, że odsunął się od działalności publicznej. Do końca swego życia mieszkał w Niedźwiedziu. Zmarł 9 kwietnia 1964 roku w Krakowie, a pochowany został na cmentarzu w swej rodzinnej miejscowości. Za działalność partyzancką Julian Zapała uhonorowany został Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari i innymi odznaczeniami.

Archiwum

Cóż kryje w sobie "Archiwum Lamparta"? To fascynujący zbiór najrozmaitszych dokumentów, po części skopiowanych dostępnych również w archiwach. Zarówno z charakteru tych dokumentów jak i przede wszystkim z zawartych w nich informacji, niczym z kamyków mozaiki, stworzyć można obraz partyzanckiej działalności w Gorcach i życia żołnierzy podziemnej armii.

Walki i potyczki żołnierzy IV batalionu, dowodzonego przez Juliana Zapałę, opisane zostały w wielu publikacjach i wszyscy zainteresowani mogą po nie sięgnąć1.

Wykorzystywano w nich część zasobów archiwum "Lamparta". Tutaj przytoczę więc jedynie fragmenty dokumentów mniej znanych, często jeszcze nigdzie nie publikowanych2. W opracowaniach historycznych zmieniają się one w suche uogólnienia, w artykule mogą zabłysnąć, pełną ciekawostek i szczegółów, urodą autentyku.

Z wyciągu sporządzonego z kroniki oddziału dla któregoś z dowódców wyższego szczebla, dowiadujemy się nie tylko o walkach i potyczkach ale także o ważniejszych wydarzeniach z życia żołnierzy IV Batalionu.

Julian Zapała "Lampart".
Dn. 4.11. (...) nasze góry zabieliły się pierwszym śniegiem. Niedługo trzeba szykować narty. W tym czasie przybyło do obozu dwóch oficerów od gen. Olzy (generał Bruno Olbrycht - przyp. red.) wraz z naszym dowódcą pułku i adiutantem, na inspekcję naszego baonu. Po szczegółowej kontroli wyszkolenia żołnierzy, administracji, magazynów, warunków i wszystkich przejawów życia obozowego, oświadczyli, że jest to najlepszy oddział partyzancki, który kontrolowali podczas swoich inspekcji

A w tydzień później w kronice zapisano: Dnia 11.11.44. Święto Niepodległości - w obozie nastrój świąteczny, świetlica przybrana barwami narodowymi - na wieczór przygotowano akademię. Pierwsza część odbyła się w nastroju uroczystym i podniosłym. Druga część szła na wesoło. Humor podsycany wypitym bimbrem wyładowywał się w wesołych piosenkach, dowcipach i kawałach.

20 listopada 1944 r. "Lampart" meldował, że w najbliższym czasie każdy żołnierz będzie posiadał sweter, skarpety i rękawice. Natomiast sprawa umundurowania przedstawia się krytycznie. Wobec tego proszę o przydział 86 par butów i 86 mundurów względnie odpowiedniej ilości materiału. (...) zamiast płaszczy poczyniłem starania o kożuszki z rękawami.

W dwa dni później pisał do leśniczego w Ochotnicy Górnej Romana Żukowskiego: Proszę o przybycie dnia 24.11.44 o godzinie 9-tej rano do kancelarii Leśnictwa (...) wraz z wszystkimi gajowymi podlegającymi panu i służbą pomocniczą leśną. Równocześnie proszę o przygotowanie stanu zapasów drzewa w lesie i na składach na podany wyżej dzień. Niewykonanie powyższego będzie karane jako niestosowanie się do rozkazów AK.

Natomiast 28 listopada wysłał do "Borowego" (mjr Adam Stabrawa, dowódca 1 PSP - przyp. red.) dramatyczną prośbę: Proszę o natychmiastowe przysłanie lekarza, którego przyprowadzi łącznik, 1 śmiertelnie chory na czerwonkę (brak lekarstw, zastrzyków). Dowódca baonu. Lampart. Jak to zazwyczaj bywa i w partyzanckim życiu, smutki przeplatały się z radościami. Tego samego dnia: Do oddziału wracającego z ćwiczeń (...) dołącza się ośmiu ochotników, którzy po prostu na "wariata" uderzają na placówkę niemiecką w sile 20 ludzi w Tylmanowej (...) placówka niemiecka poddała się. Zdobyto: 1 rkm szybkostrzelny, 2 mpi "Beretta" włoskie (...) cztery pistolety, 4 pięści ppanc, 40 granatów, 5000 szt. amunicji, poza tym całe oporządzenie na 20-tu żołnierzy. Bez własnych strat. Sukces niebywały.

W dwa dni później kronikarz oddziału zanotował: 30.11.44 ważna data w dziejach naszego obozu. Otrzymujemy pierwszą broń ze zrzutów. Dostajemy działko ppanc, karabiny maszynowe szybkostrzelne, steny angielskie, amunicję, poza tym płaszcze i buty. Wiara cieszy się bardzo.

Z zachowanych dokumentów dowiadujemy się nie tylko o przeprowadzanych przez oddział akcjach, ale i o tym gdzie znajdowały się meliny i co w nich przechowywano; w jednym z takich magazynów zgromadzono 48 karabinów i ponad 1000 sztuk amunicji, w innym zaś... dwa kapelusze góralskie i 5 litrów spirytusu denaturowanego. Udokumentowano też skrupulatnie żołnierskie menu oraz ilość żywności potrzebną do utrzymania oddziału. Miesięczne zapotrzebowanie żywnościowe wymienia m.in.: mięsa wołowego lub wędzonki 698 kg, ziemniaków 1628 kg, cebuli 35 kg, marmolady 117 kg (oddział liczył wówczas 75 szeregowców). Z jadłospisów szczegółowych wiadomo na przykład, że 2 listopada 1944 żołnierze "Lamparta" jedli na obiad rosół z makaronem, porcję mięsa wołowego, ziemniaki i buraczki ćwikłowe.

W archiwum IV baonu znaleźć można także szczegółowe programy szkolenia w poszczególnych dniach, instrukcje obsługi broni i minowania torów kolejowych, a nawet wierszowany utwór satyryczny. Autor tego zabawnego tekstu, strzelec "Szpis", nawiązując do "zwierzęcych" pseudonimów dowódców (Lis, Sokół, Lampart) zaczyna "Satyrę na swoich dowódców" następującymi słowami:

Dzisiaj w smutne wojny czasy Tętnią życiem polskie lasy Bo zamieszkał je zwierz dziki Z całej Polski i Afryki.

Ciekawe informacje zawiera meldunek dotyczący propagandy prowadzonej wśród Niemców, Słowaków i Rosjan. O tych ostatnich "Lampart" pisał: Na każdym kroku ujawniają się różnice między nami, a nimi, a zawsze potrafimy im zaimponować naszą postawą. W dniu 12.12.44., w którym to dniu zaczepili niemców w Ochotnicy Dolnej, nie przygotowując obrony ludności cywilnej w dniu następnym, wiedząc, że niemcy przyjdą pomścić swoich żołnierzy, pozostawionych na placu boju. Bolszewicy po ostatnich wypadkach, przy każdej sposobności podkreślają, że cierpienia tutejszej ludności są niczym w porównaniu do cierpień i ofiar ludności rosyjskiej i przygotowują mieszkańców na jeszcze większe i straszniejsze przejścia i skutki wojny. Na uwagę jednego z chłopaków, że to oni są sprawcami nieszczęść, które spadły na Ochotnicę, chcieli go z miejsca rozstrzelać. Zdarzają się wypadki, że bolszewicy wyszukują we wsiach młodych chłopaków, dają im broń krótką, używając ich jako zwiadowców, a w wielu wypadkach stwierdziłem, że napuszczają ich, aby koniecznie dostali się do naszego obozu. Wśród inteligencji patrol NKWD szerzy hasła, że będzie im dobrze, tylko niech współpracują z partyzantami rosyjskimi, obiecując im wysokie sumy pieniężne w dolarach i złocie.

Partyzanci z oddziału Juliana Zapały "Lamparta". Fotografia wykonana prawdopodobnie zimą 1944-45.

A przecież zaledwie kilka miesięcy wcześniej, 28 października 1944 roku "Lampart" podpisał następujące podziękowanie, skierowane do Dowódcy Połączonych Oddziałów Partyzantów Sowieckich: "Panie Pułkowniku. W imieniu służby i swoim dla wspólnego dobra proszę przyjąć ode mnie serdeczne wyrazy żołnierskiego podziękowania za udzielenie wydatnej pomocy (w ludziach i broni) mojemu oddziałowi w czasie akcji bojowej przeciwko niemcom. W czasie boju na specjalne wyróżnienie zasłużył sobie Wasz Komandir Misza, którego podaję do Krzyża Walecznych. Załączam dla waszych PP. Oficerów, żołnierzy i Panu Pułkownikowi serdeczne wyrazy żołnierskiego pozdrowienia. Dowódca IV baonu - "Lampart".

Zmiany zachodziły jednak bardzo szybko pod wpływem informacji nadchodzących z terenów zajmowanych przez Armię Czerwoną. W jednym z tajnych rozkazów jakie otrzymał "Lampart" czytamy: Z terenów zajętych przez bolszewików mam pewne dane, że władze bolsz. wydały dyspozycje bezwzględnego tępienia członków A.K. (...) Rozkazuję - pod osobistą odpowiedzialnością dców. wszystkich szczebli przerwać wszelki kontakt z oddz. bolsz., zabronić wstępu do obozów, nie przeprowadzać rozmów z dca. bolsz., wstrzymać wszelkie wspólne akcje z nimi, zakonspirować się. Tak kończyło się partyzanckie braterstwo broni.

Ślady

Z panią Adelą Dudą, dyrektorem Domu Wczasów Dziecięcych w Porębie Wielkiej, siostrą Marka Zapały wędrujemy po Niedźwiedziu w poszukiwaniu miejsc oraz materialnych śladów związanych z życiem i dzialnością Juliana Zapały - "Lamparta".

Jego dom rodzinny już nie istnieje. Zachował się tylko, zwany "Belwederem", budynek sióstr Franciszkanek Rodziny Maryji, gdzie "Lampart" ukrywał się po wojnie, a na cmentarzu parafialnym znajduje się jego grób.

Pozostało także "Archiwum Lamparta". Wyrywkowo wybrane przykłady ukazują, jak wiele ciekawych informacji zawierają te dokumenty. Są one nie tylko świadectwem walki, ale i codziennego życia żołnierzy podziemnej armii. Poznawane zazwyczaj przez pryzmat historycznych uogólnień, każdemu kto zetknie się bezpośrednio z autentycznymi dokumentami, jawi się ono w pełni poruszających wyobraźnię konkretów. A to przecież najlepsza droga do popularyzacji i przybliżania historii kolejnym pokoleniom. Zarastają bowiem - dosłownie i w przenośni - partyzanckie ścieżki, w miejscach obozowisk leśnych oddziałów prowadzi się wykopaliska3, a we wsiach u stóp Gorców z roku na rok ubywa świadków tamtych wydarzeń. Książki opowiadające o walce podziemnej na szczytach to już dziś często prawdziwe "białe kruki" dostępne jedynie w bibliotekach.

Może by więc - wzorem Szczawy - także i po tej stronie Gorców - w Niedźwiedziu, Porębie Wielkiej, Koninkach upamiętnić w trwałej i popularnej formie partyzanckie opowieści oraz ich bohaterów?

Przypisy:
1. Na przykład: Włodzimierz Wnuk, Walka podziemna na szczytach, wydawnictwo PAX 1965, s.202 - 229.
2. Wszystkie cytaty, z zachowaniem oryginalnej pisowni.
3. Badania takie prowadzone były w ostatnich latach przez historyków i pracowników Gorczańskiego Parku Narodowego w miejscach obozowisk partyzanckich oraz katastrof lotniczych z czasu II wojny światowej.

Bibliografia i źródła:
1. Archiwum rodziny Zapałów w Koninkach: dokumenty z kancelarii oddziału "Lamparta" (meldunki, notatki, plany, instrukcje, zestawienia, pokwitowania, fotografie, korespondencja - oryginały i odpisy).
2. Włodzimierz Wnuk, Walka podziemna na szczytach, Instytut Wydawniczy PAX, 1965
3. Grzegorz Mazur, Wojciech Rojek, Marian Zgórniak, Wojna i okupacja na Podkarpaciu i Podhalu na obszarze inspektoratu ZWZ-AK Nowy Sącz 1939-1945, Księgarnia Akademicka, Kraków 1998.
4. Wywiad ze Spencerem Feltem (http://kued.org/productions/worldwar2/felt_spencer.php)
5. Robert Panek, Krzysztof Wielgus, Liberator w Gorcach, Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, Dębica 2001.
6. Stanisław Czajka, Ochotnica - dzieje gorczańskiej wsi 1416-1986, Karkonoskie Towarzystwo Naukowe, Jelenia Góra 1987.
7. Jerzy Potaczek, Kronika Ziemi Niedźwiedzkiej od XIII do końca XX wieku, Nowy Targ 2004.
8. Materiały biograficzne dotyczące Juliana Zapały "Lamparta" ze zbiorów Stanisława Stopy (Konina).


Artykuł ukazał się w numerze 29 - letnim z roku 2007 na stronie 4